Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drogeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drogeria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 kwietnia 2017

Promocje w Rossmanie- co kupić? Nowe zasady promocji!

Promocje w Rossmanie- co kupić? Nowe zasady promocji!

Cześć!
Wracam do Was po kilkutygodniowej przerwie z dobrymi nowinami. Od wczoraj, w Rossmannach w całej Polsce, trwa promocja -49% na kolorówkę. Jak widzicie po tytule posta, promocja ma nowe zasady! Przede wszystkim- nie będzie ona trwała 3 tygodnie, jak do tej pory, kiedy to każdy tydzień przypisany był innej kategorii kosmetyków. Całość promocji potrwa tylko 8 dni, obejmie całą kolorówkę jednocześnie, a członkowie klubu Rossmann, o ile kupią minimum 3 produkty, zrobią swoje zakupy ze zniżką... aż 55%! Wystarczy jedynie pobrać aplikację Rossmann na swój telefon, zarejestrować się i pokazać przy kasie unikatowy kod kreskowy, przypisany każdemu klientowi.

Ja w tym roku nie planuję zbyt dużych zakupów. Wyszłam z założenia, że jeżeli czegoś mi zabraknie- mogę zamówić to za niższą cenę przez cały rok, korzystając z ofert drogerii internetowych.

Dzisiaj pokażę Wam dosłownie kilka perełek, które bardzo przypadły mi do gustu w ciągu ostatniego roku. Zapraszam Was także do posta, który opublikowałam w kwietniu ubiegłego roku, gdzie tych produktów było o wiele więcej i oczywiście nadal je polecam:


 KOSMETYKI DO TWARZY



Trzy podkłady oraz baza, które urzekły mnie w ciągu ostatniego roku to:
  • Bourjois- Healthy Mix,
  • Bourjois- 123 Perfect CC Cream,
  • Revlon- Colorstay,
  • AA- baza matująca.
Healthy Mix jest podkładem nawilżającym, idealnym dla cery suchej, jednak przy mojej tłustej skórze sprawdził się równie dobrze. Odpowiednio przypudrowany trzyma się cały dzień.
Krem CC z Bourjois to odkrycie ubiegłych wakacji. Jest lekki, a przy tym dość dobrze kryje, delikatnie matuje oraz nie ściera się z twarzy. Ma zdecydowanie żółte tony.
Revlon Colorstay to w moim przypadku love- hate relationship. Lubię go jednak używać raz na jakiś czas, na większe wyjścia. Mam pewność, że moja twarz nie będzie się błyszczeć po godzinie i że podkład zostanie na mojej twarzy cały wieczór.
Bazę z AA mam od niedawna. Na co dzień nie używam tego typu kosmetyków. Kupiłam ją przy okazji promocji w Naturze i przyznaję, że nie dość, że cera po niej jest ładnie zmatowiona (nie jest to jednak płaski mat), to dodatkowo pory są znacznie zmniejszone. 


Pudry, które warto kupić, to:
  • Wibo- Rice Powder,
  • Wibo- Banana Loose Powder,
  • Selfie Project- Matujący Puder Antybakteryjny.
O pudrach z Wibo nie będę się rozpisywać. Zapraszam Was do osobnego posta, poświęconego tym produktom: 
Moje totalne odkrycie to jednak produkt od Selfie Project. Ładnie scala on makijaż, dodatkowo jest bardzo praktyczny, mały, można wrzucić go do torebki. I kosztuje grosze.


KOSMETYKI DO OCZU I BRWI



Tusze i odżywka do rzęs, które u mnie sprawdziły się najlepiej:
  • Eveline- Advanced Volumiere,
  • Lovely- Curling Pump Up Mascara,
  • Maybelline- Lash Sensational,
  • Loreal- Volume Million Lashes.
Odżywka z Eveline to produkt, który stosuję przed nałożeniem tuszu do rzęs. Dzięki niej rzęsy są jeszcze bardziej wydłużone, a przy okazji- odżywione. Z kolei o tuszach do rzęs nie będę się rozpisywać. Wszystkie z tych, o których wspomniałam, mają genialne działanie, świetnie rozdzielają oraz wydłużają rzęsy. To moi zdecydowani faworyci w tej kategorii.


Kolejna podkategoria, to cienie oraz kredki. Te, na które według mnie warto zwrócić uwagę, to:
  • Wibo- Eyebrow Pencil,
  • Miss Sporty- żelowy eyeliner w kredce,
  • Max Favtor- Kohl Pencil,
  • Maybelline- Color Tattoo.
Kredka z Wibo to jedyny produkt do brwi, który chcę Wam polecić. Ma ona genialną, woskową konsystencję, idealny kolor, którego intensywność można budować, dodatkowo ma on grzebyczek, dzięki któremu możemy wyczesać nadmiar produktu.
Dwie czarne kredki do oczu,  które ja bardzo lubię, to produkty od Max Factor oraz Miss Sporty. Ta pierwsza jest dużo bardziej delikatna, daje podobny efekt, jak cień do powiek. Miss Sporty wygląda na oku zupełnie jak eyeliner. Ma mocny, bardzo intensywny, czarny kolor i żelową konsystencję.
Jedyne drogeryjne cienie, które chcę Wam polecić, ale które naprawdę uwielbiam to seria Color Tattoo od Maybelline. Można je nosić na oczach samodzielnie oraz stosować jako bazę pod cienie. W każdym przypadku sprawdzają się super.

KOSMETYKI DO UST



Ostatnie produkty, które Wam polecę to kosmetyki do ust. Warto zwrócić szczególną uwagę na:
  • Bourjois- Rouge Edition Velvet,
  • Lovely- Extra Lasting,
  • Lovely- K Lips, 
  • Lovely- Perfect Line,
  • Wibo- Million Dolar Lips,
  • Wibo- Juicy Color Lipstick,
  • Wibo- Spicy Lipgloss.
Jak sami widzicie, tych produktów jest najwięcej. Jednak moi drogeryjni ulubieńcy do ust to bardzo tanie produkty, głownie marek Wibo oraz Lovely (w sumie producent jest ten sam). Poza ich matowymi pomadkami w płynie, szczególnie polecam Wam moich ostatnich ulubieńców, czyli serie Juicy Color Lipstick, czyli balsamo- szminki, o świetnych kolorach, idealnych na co dzień oraz nowość- Spicy Lippgloss, czyli błyszczyki, które w składzie mają ekstrakt z papryczki chilli, który dzięki temu, że delikatnie szczypie w usta, uwydatnia je.



Kochani, wiem, że dzisiejszy post był dość lakoniczny, jednak mam też świadomość, że o większości z tych kosmetyków pisałam już niejednokrotnie i doskonale je znacie. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, co wpadło do Waszych koszyków podczas tegorocznej przeceny! Zapraszam Was też do śledzenia instagrama @maginspires >>KLIK<<, gdzie na pewno pokażę Wam moje zdobycze. Zachęcam również do zostania ze mną na stałe, jako obserwator bloga! Tymczasem żegnam się z Wami, widzimy się już niedługo!
Buziaki,
M.


instagram.com/maginspires


piątek, 31 marca 2017

4 razy nie, czyli buble kosmetyczne #4

4 razy nie, czyli buble kosmetyczne #4
Cześć!
Kolejny miesiąc dobiegł właśnie końca. Mamy dziś 31 marca. Przyznaję, że ostatnimi czasy łapie mnie jakaś chandra, dlatego dzisiaj ulubieńców nie będzie. Zgodnie z moim ponurym nastrojem postanowiłam trochę ponarzekać i pokazać Wam kosmetyki, które wyjątkowo się u mnie nie sprawdziły. Bez zbędnych wstępów- zaczynamy!



Essense- make me brow- puder do brwi w sztyfcie, to mój pierwszy niewypał. Co prawda kosztuje niewiele, niecałe 10zł, natomiast ten produkt jest dla mnie zagadką. Nie ma opcji, żeby wypełnić nim dwie brwi, ponieważ, kiedy cień na gąbeczce się skończy, nie mam pojęcia, w jaki sposób można go dołożyć. Dodatkowo jeśli lubicie mieć precyzyjnie zrobione brwi- trzymajcie się od tego czegoś z daleka. Myślałam, że to genialna opcja na kilkusekundowy makijaż i wypełnienie brwi, a skończyłam z pomalowaną jedną brwią i to bardzo niedokładnie.


Eveline- eyeliner 2000 procent pojawiał się u mnie w ulubieńcach. Wykończyłam cały słoiczek tego produktu i oczywiście kupiłam kolejny (nawet dwa). Jednak mam wrażenie, że producent zmienił skład lub formułę tego eyelinera, ponieważ niezmiernie pieką mnie od niego oczy. Podobne odczucia ma moja przyjaciółka, która również jeszcze kilka miesięcy temu również była fanką tego produktu.

Loreal- False Lash Wings to chyba największy i najdroższy bubel, który dzisiaj Wam przedstawię. Tusz, który w regularnej cenie kosztuje około 60zł, według mnie kompletnie nie nadaje się do użytku. Przede wszystkim posiada niestandardową szczoteczkę, a raczej grzebyk, którego jednak można nauczyć się używać. Jednak nabiera ona tak dużo tuszu, że przez około 3 miesiące codziennego użytkowania, musiałam wycierać ją o papier lub chusteczkę, na których zostawiłam chyba 3/4 pojemności całej buteleczki. Rozumiem, że nowy tusz czasami jest bardzo rzadki i trzeba trochę wytrzeć szczoteczkę, natomiast w tym wypadku za każdym razem na chusteczce zostawały grudy tuszu. Dodatkowo, nie robił on tego, co robić miał i  bardzo się osypywał.  Za 10zł można kupić o wiele lepszy tusz,


Wibo- Ecstasy, czyli róż, który miał być tańszym odpowiednikiem (żeby nie użyć słowa „podróbka”) produktów firmy Nars, okazał się u mnie klapą. Numer 2 ma ładny, buraczkowy odcień, który miał być idealny na jesień. Na tym kończą się jego zalety. Produkt robi na buzi okropne plamy, nierównomiernie się rozprowadza i naprawdę ciężko się go blenduje. Przykro mi, ale nie.



Koniec mojego narzekania. Jestem bardzo ciekawa, jakie kosmetyki u Was się nie sprawdziły? Koniecznie napiszcie w komentarzach, w co według Was nie warto inwestować.
Z mojej strony to już wszystko, bardzo serdecznie zapraszam Was do obserowania bloga oraz śledzenia @maginspires na instagramie >>klik<< oraz facebooku >>klik<<. Teraz żegnam się z Wami, do zobaczenia w kolejnym poście!
M.


instagram.com/maginspiresfacebook.com/maginspires

sobota, 18 lutego 2017

Rozświetlacze MY SECRET FACE ILLUMINATOR POWDER:PRINCESS DREAM vs SPARKLING BEIGE

Rozświetlacze MY SECRET FACE ILLUMINATOR POWDER:PRINCESS DREAM vs SPARKLING BEIGE

Hej Kochani!
Wielokrotnie wspominałam Wam, że nie jestem fanką rozświetlaczy. Jako posiadaczka cery tłustej, jakikolwiek dodatkowy błysk jest u mnie niewskazany, ponieważ skóra sama z siebie prędzej, czy później zaczyna się świecić. 


Pierwszym rozświetlaczem, który potrafiłam tolerować, którego efekt wręcz podobał mi się na twarzy, to właśnie propozycja od My Secret- Princess Dream. Ten produkt nie ma żadnych drobinek brokatu. Na twarzy daje bardzo delikatną, jakby mokrą taflę, która delikatnie odbija światło. Cena regularna tego produktu to 15,99. Dostaniemy go w drogeriach Natura. Jakiś czas temu firma wypuściła jeszcze jeden rozświetalcz w odcieniu Sparkling Beige. Oczywiście cena i dostępność taka sama jak w poprzednim przypadku. Czy jednak oba rozświetlacze są tak samo dobre? Czym się różnią? Zapraszam dalej!

PRINCESS DREAM to rozświetlacz o zdecydowanie ciepłym, złotym odcieniu. Produkt tworzy na buzi piękną, jakby mokrą taflę, która ładnie odbija światło i delikatnie błyszczy się na twarzy. Ten rozświetlacz nie ma żadnych drobinek, jest produktem wypiekanym, którym na pewno nie zrobimy sobie krzywdy. Efekt na skórze jest subtelny,. Chyba nie można nałożyć tego produktu zbyt dużo, czy  przesadzić z nim. Jeżeli chodzi o trwałość- u mnie utrzymuje się on kilka godzin, w zależności od kondycji mojej tłustej cery. Jeśli wydziela ona zbyt dużo sebum, jestem zmuszona częściej odciskać je w chusteczkę, czy ręcznik papierowy, przez co rozświetlacz jest mniej widoczny i ściera się z twarzy.

SPARKLING BEIGE to również wypiekany produkt. Tym razem mamy do czynienia z odcieniem bardziej szampańskim, chłodniejszym od swojego poprzednika, jednak na pewno nie jest to typowy „zimny” rozświetlacz. Kolor jest raczej neutralny, pasujący i do tych bardziej ciepłych, i chłodnych typów urody i makijaży. Bardzo nieoczywisty- lekko srebrny, delikatnie różowy, naprawdę ciężko go opisać. Tak jak Princess Dream, Sparkling Beige również nie posiada żadnych drobinek brokatu i również na twarzy wygląda jak piękna, mokra tafla, odbijająca światło, nadająca buzi blasku. Z tym produktem także nie da się przesadzić, jest bardzo subtelny i elegancki. Trwałość równie dobra.



Podsumowując, obydwa te rozświetlacze są naprawdę godne uwagi. Przełożenie ceny do jakości jest wręcz nieadekwatne- produkt wygląda jak naprawdę wysokopółkowy kosmetyk, a kosztuje niecałe 16zł. Obydwa kolory są piękne, jednak pokuszę się o stwierdzenie, że to jednak Sparkling Beige będzie bardziej uniwersalny i będzie wyglądał rewelacyjnie niezależnie od typu urody. Chociaż z drugiej strony, efekt rozświetlacza jest na tyle subtelny, że nawet u tych chłodniejszych osób, Princess Dream nałożony w odpowiedniej ilości będzie wyglądał genialnie.


Z mojej strony to wszystko na temat tych produktów. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, czy macie i lubicie kosmetyki z My Secret? Jestem też ciekawa, czy w ogóle lubicie używać produktów rozświetlających na co dzień?
Bardzo dziękuję Wam za uwagę. Oczywiście zachęcam do obserwowania bloga, instagrama @maginspires >>KLIK<< oraz fanpage’a na facebooku >>KLIK<<. Tymczasem żegnam się z Wami, do zobaczenia już niebawem!
Buziaki,
M. 


instagram.com/maginspiresfacebook.com/maginspires

poniedziałek, 6 lutego 2017

NYX SOFT MATTE LIP CREAM- Recenzja i swatche kolorów 09, 16, 19, 20

NYX SOFT MATTE LIP CREAM- Recenzja i swatche kolorów 09, 16, 19, 20

Hej wszystkim!
Jak już zdążyliście pewnie zauważyć, na moim blogu stosunkowo często pojawiają się posty odnośnie produktów do ust. Przeprowadzam testy, recenzje, swatche, szukam zamienników droższych produktów. Dzisiejszy post zostaje więc zadedykowany coraz popularniejszej serii matowych pomadek Soft Matte Lip Ceram z NYX’a.


Zanim jednak przejdę do głównego tematu, zapraszam Was do zapoznania się z poprzednimi „pomadkowymi” postami:


Soft Matte zdecydowanie różnią się od innych płynnych, matowych pomadek. Ich konsystencja jest w formie jakby… musu. Jest bardzo porównywalna do Rouge Edition Velvet z Bourjois, jednak kosztują połowę mniej. Wykończenie pomadek dobrze określa ich nazwa- „soft matte”. Formuła jest lekka, kryjąca w 80% (oczywiście krycie można budować), nie wżerająca się w usta. Cena produktu to około 30zł, w Polsce stacjonarnie dostaniemy je w salonach NYX (które aktualnie są 2 lub 3) oraz w Douglasie. Warto więc zamówić je przez internet ze strony NYX’a lub innych drogerii internetowych.

Nyx Soft Matte Lip Cream to dość kontrowersyjny produkt. Każdą jego zaletę można zamienić w wadę, a każdą wadę- w zaletę. W porównaniu do innych płynnych pomadek, ta zdecydowanie nie przesusza ust, co jest jednak spowodowane tym, iż produkt nie zastyga na nich w 100%, co również powoduje krótszą jego trwałość. Jednak taka konsystencja ładnie się zjada, równomiernie ściera, a w podbramkowej sytuacji, ostatecznie można go zetrzeć mocniej dociśniętą chusteczką higieniczną.
Coś, co mi bardzo przeszkadza, to opakowanie, którego kolor ma oddawać kolor pomadki. Często jednak jest on daleki od tego, co znajduje się w opakowaniu, a to może być mylące dla potencjalnych konsumentów. Dlatego namawiam Was, przed zakupem tych pomadek sprawdzić ich kolory na swatchach w internecie.

Moje 4 odcienie Soft Matte Lip Cream, to:
16 Cairo- bardzo jasny  nude, który może wyglądać jak korektor nałożony na usta. Żeby nie był transparentny, trzeba nałożyć około 3 warstwy tego koloru.
09 Abu Dhabi- ponownie nude, tym razem jest to zdecydowanie brązowy odcień. Ten jest już lepiej kryjący. Pełne krycie to 2 warstwy.
19 Cannes- opakowanie sugeruje, iż w środku znajduje się  pomadka w odcieniu ciemnego, brudnego różu. Produkt jest faktycznie w różowym odcieniu, lekko przybrudzonym, jednak ma też delikatnie „cukierkowy” odcień.
20 Copenhagen- tutaj znowu opakowanie mnie okłamało. Spodziewałam się ciemnego, mocnego borda, które okazało się być faktycznie pięknym kolorem, jednak jest 2 tony jaśniejszy, niż wskazywałoby na to opakowanie produktu. Krycie uzyskuję po nałożeniu 2 warstw.

A tak wygląda to na ustach oraz na dłoni (kolejno 16, 09, 19, 20):





MOJA OPINIA:
Pomimo różnych aspektów odnośnie tych produktów, które wymieniłam, uważam, że są one naprawdę wyjątkowe. To świetna alternatywa głównie dla osób, które interesują się makijażem, lubią matowe usta, jednak ze względu na ich przesuszanie nie mogą nosić typowych płynnych matowych pomadek. Ich formuła i wykończenie jest podobne i porównywalne do Rouge Edition Velvet, więc jeśli znacie i lubicie produkty od Bourjois- na pewno polubicie również te z NYX’a. Mi bardzo przypadły one do gusty i sięgam po nie naprawdę często.


Kochani, z mojej strony to już wszystko. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, czy macie u siebie te produkty i co o nich sądzicie?  Jestem bardzo Ciekawa, jakie są Wasze ulubione produkty do ust i o jakich chcielibyście przeczytać na moim blogu? Zachęcam Was do obserwowania bloga (prawy pasek), do śledzenia @maginspires na Instagramie >>KLIK<< oraz na facebooku>>KIK<<. Tymczasem żegnam się z Wami i do zobaczenia już za kilka dni w kolejnym poście!
Buziaki,
M.

wtorek, 20 grudnia 2016

3 nowości drogeryjne, które warto mieć! #kolorówka

3 nowości drogeryjne, które warto mieć! #kolorówka
Hej dziewczyny!
Dzisiejszy post to zdecydowanie chrapka dla koneserek nowości kosmetycznych! Pośród tego wszystkiego, co oferują nam drogerie, wybrałam 3 bardzo ciekawe i dobre jakościowo propozycje, które dzisiaj chciałabym Wam polecić. Jesteście ciekawe co to takiego? Serdecznie zapraszam do dalszej części posta!

LOVELY- K LIPS 
Słynne już "podróbki" pomadek sygnowanych nazwiskiem Kylie Jenner robią prawdziwą furorę w internecie. Mimo, że od ich premiery upłynęły około 2 miesiące, nadal ciężko dostać je w Rossmann'ach. Pełną recenzję oraz swatche wszystkich odcieni tego produktu znajdziecie tutaj >>KLIK<<. Dla tych jednak, którzy jeszcze nie czytali mojego osobnego artykułu poświęconego tym pomadkom, powiem, że są to naprawdę bardzo dobre produkty. W cenie 19,99 dostajemy konturówkę oraz idealnie dopasowaną do niej kolorystycznie płynną matową pomadkę. Produkt utrzymuje się na ustach około 5 godzin, a kolor, który ja posiadam w swojej kosmetyczne, tzn. 04 Neutral Beauty jest naprawdę pięknym, zgaszonym brązem- idealny nude na co dzień.

KOBO- BRIGHTENER POWDER
Pamiętacie może bardzo popularną mini paletkę do konturowania twarzy z Kobo? Znajdował się tam puder rozjaśniający, róż oraz dwa produkty brązujące do konturowania twarzy. Poza dosyć niekomfortowym rozmiarem pudrów, który uniemożliwiał swobodne nakładanie ich na pędzel, paletka podbiła serca wielu dziewczyn. Furorę zrobił zwłaszcza żółty puder rozjaśniający, idealny pod oczy, na czoło, zwłaszcza dla osób, które nie przepadają za rozświetlaczami. Marka KOBO postanowiła wysłuchać próśb internautek, wypuszczając ten właśnie produkt w pojedynczym, pełnowymiarowym opakowaniu. Będąc w naturze warto zwrócić na niego uwagę!

MY SECRET- NATURAL BEAUTY EYESHADOW PALETTE
 Raz a jakiś czas firma My Secret wypuszcza mini paletki cieni do oczu. Tym razem są to paletki trzech cieni dostępnych w dwóch wersjach kolorystycznych. Mój wybór padł na Morning Dew- połączenie złota, różu i brązu. Pierwsze dwa wkłady, to piękne, perłowe cienie, z dość dużymi drobinkami, które w połączeniu tworzą idealny odcień rose gold. Ciemnobrązowy kolor dostępny w paletce idealnie ją dopełnia- nałożony w załamanie i zewnętrzny kącik, w połączeni z pozostałymi dwoma odcieniami, tworzy kompletną całość. Jeśli jeszcze nie macie- bardzo, bardzo polecam!

Kochani, przez ostatnie miesiące przetestowałam naprawdę sporo produktów do makijażu, jednak to te trzy spodobały mi się zdecydowanie najbardziej. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, jakie są Wasze ulubione drogeryjne nowości oraz czy testowałyście już którąś z moich propozycji? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii! Gorąco zachęcam Was także do obserwowania bloga (prawy pasek na górze strony) oraz do śledzenia mnie na instagramie @maginspires >>KLIK<<. Tymczasem do zobaczenia w następnym poście! Będzie coś bardzo dla mnie ważnego, nie możecie tego przegapić!
Buziaki,
M.
http://instagram.com/maginspires

niedziela, 25 września 2016

GLAMBRUSH- recenzja tanich pędzli

GLAMBRUSH- recenzja tanich pędzli
Hej! Po okropnie długiej przerwie, witam Was ponownie i bardzo przepraszam za brak odzewu z mojej strony. Wiem, że niektóre z Was regularnie zaglądały na bloga, domagając się obiecanych postów. Powodem, dla którego przez ponad 2 miesiące nie publikowałam, był mój wyjazd, który z kolei będzie inspiracją do co najmniej kilku kolejnych tematów. Bez przydługich wstępów, wracam z nową energią i z masą pomysłów, którymi  chętnie podzielę się z Wami.
źródło zdjęć: www.glam-shop.pl

Post, który właśnie widzicie miał pojawić się jeszcze w lipcu. Dzisiaj poruszymy temat tanich pędzli GLAMBRUSH. Produkty te dostaniemy na stronie www.glam-shop.pl. Pędzle zdobyły popularność dzięki swojej "stwórczyni", czyli Hani- makijażystce i youtuberce beauty, która od lat prowadzi kanał digitalgirlworld13. Hania używa swoich pędzli w praktycznie każdym prezentowanym makijażu. Również inne youtuberki, które posiadają te produkty, bardzo je sobie chwalą.

W ubiegłym roku, kiedy kompletowałam mój zestaw pędzli, postanowiłam "zdradzić" moją ukochaną tanią firmę- hakuro i zainwestować w coś innego. W moje łapki wpadło 7 pędzli- T13 (33zł), znany jako najbardziej uniwersalny pędzel do twarzy, O9 (20zł), czyli idealny pędzel do nakładania korektora,  O17 (23zł)- wielki pędzel do oczu z naturalnego włosia, O18 (16zł)- pędzelek do eyelinera, O15 (23zł)- pędzelek wychwalany na youtube, jako najlepszy pędzel do rozcierania, wykonany z włosia wiewiórki, SS9 (16zł), czyli pędzelek do brwi oraz SS7 do nakładania cieni. Ceny podane w nawiasach to te, które aktualnie wiszą na stronie. Ja, za mój komplet zapłaciłam niecałe 150zł, z racji na świąteczną promocję.
Poza ceną, która w przypadku tego typu produktów, naprawdę nie jest wybitnie wygórowana (chociaż mam wrażenie, że rok temu była jeszcze niższa), pędzle GLAMBRUSH nie mają żadnych atutów. Poza modelami syntetycznymi SS, pozostałe, mimo fajnie przemyślanych kształtów, nadają się do wyrzucenia jeszcze przed pierwszym użyciem. Dlaczego?
  • mało zbite włosie,
  • wypadające włoski,
  • odgniatające się włosie,
  • odklejające się skuwki,
  • po praniu pierwotny kształt włosia zanika.
To tylko kilka z zarzutów, które kieruję do tych produktów. Naprawdę nie wiem, czy faktycznie możliwe jest, że czołowe polskie youtuberki beauty chwalą je ze względu na sympatię do Hani, którą ja sama szanuję i uwielbiam oglądać jej filmiki, czy faktycznie to mi trafiła się felerna partia PIĘCIU (!) pędzli, co jest mało prawdopodobne. Zobaczcie same:





Przeglądając internet, znalazłam tylko JEDNĄ (!) bardzo negatywną opinię na temat glambrush. Osoba, która ją wystawiła, podobnie jak ja, jest na tyle zawiedziona, że nie zostawi już ani grosza w sklepie glam-shop. Jak zwykle powiem Wam, że nawet niewielkie pieniądze lepiej zaoszczędzić, niż wyrzucać w błoto. A za tę cenę dostaniecie pędzle hakuro, które po kilku latach wyglądają jak nowe i kompletnie nic się z nimi nie dzieje. Szkoda, że tak jest, ponieważ glmbrush faktycznie mają unikatowe kształty. Jednak co z tego, skoro są wyjątkowo nietrwałe, żeby nie powiedzieć jednorazowe.

Kochani, z mojej strony to wszystko. Temat pędzli i produktów z glam-shop jest już raczej definitywnie dla mnie zamknięty. Koniecznie napiszcie, czy również testowałyście już produkty od Hani i czy u Was również okazały się totalnymi bublami? Zachęcam Was do zostawiania komentarzy i do subskrypcji bloga, żeby być na bieżąco z nowościami, a ostrzegam- będzie się działo...! Pamiętajcie, że zawsze odwiedzam też Wasze blogi, nie zapomnijcie więc zostawić linków do siebie! Do zobaczenia już niedługo <3
M.

follow me! @maginspires

niedziela, 3 lipca 2016

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY!

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY!

Hej! Dzisiaj przychodzę z bardzo długo wyczekiwanymi ulubieńcami. Pewnego razu postanowiłam, że tego typu posty nie będą pojawiać się co miesiąc- w kwietniu miałabym do pokazania tylko dwa produkty, co wydało mi się bezcelowe. Maj z kolei okazał się być dla mnie ciężkim i wymagającym miesiącem, przez co nie znalazłam czasu na przygotowanie i publikację tego posta. Z kolei teraz, po 3 miesiącach, kosmetyków uzbierało się na tyle dużo, że chyba jednak wrócę do wersji comiesięcznych ulubieńców. Dobrze, że wszystko zapisywałam- dzięki temu nie pominę ani jednego produktu.

Pokażę Wam dzisiaj kilka produktów z pielęgnacji, gadżet oraz oczywiście- masę kolorówki. Po rossmanowych promocjach mam kilka nowości i większość z nich okazała się strzałem w dziesiątkę. Bez zbędnych wstępów... Zaczynamy!

La Roche Possay- Effaclar Duo +

W ostatnim miesiącu, kiedy zszedł ze mnie cały stres związany z sesją, studiami, oddawaniem projektów itp. mój organizm odpłacił mi te wszystkie nieprzyjemności okropnym wysypem trądziku na twarzy. Przegapiłam termin zapisywania się do dermatologa, więc z pomocą przyszedł mi niezastąpiony krem Effaclar, któremu poświęciłam osobny post, szukając jego tańszego zamiennika >>KLIK<<.  "Atrakcje" tego typu, z wiekiem zdarzają mi się coraz rzadziej, jednak nie wyobrażam sobie nie mieć tego produktu w kosmetyczce, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych.

Ziaja- mgiełka do twarzy z serii Liście Manuka

Skończyła się moja poprzednia- oliwkowa mgiełka z Ziai i tym razem skusiłam się na produkt z tej serii. Nie lubiłam stosować toników, denerwowały mnie walające się waciki. W tych produktach mamy atomizer i stosujemy je bezpośrednio na twarz. Nie wiem, czy zgodnie z obietnicą producenta mgiełka zwęża pory, ale na pewno nadaje się do spryskania skóry całego ciała, zwłaszcza podrażnionej. Przyniosła mi ulgę, kiedy balsam z Evree podrażnił mi nogi. Ponadto rewelacyjnie chłodzi, na lato- produkt niezbędny!

Batiste- suchy szampon

Nie rozumiałam ludzi używających tego typ produkty. Włosy powinno się myć wodą i szamponem- tyle. Jednak w maju, moje włosy zaczęły wykręcać mi figle- kiedy umyłam je wieczorem, rano wyglądały okropnie. Były przyklapnięte, przetłuszczone... Tragedia. Zazwyczaj wstaję na styk, więc nie mam dodatkowej godziny na umycie i wysuszenie włosów. Wtedy sięgnęłam po batiste i choć uważam, że używanie suchych szamponów to ostateczność- kilkanaście razy ten produkt uratował moje włosy. Dobrze jest mieć go w domu "na wszelki wypadek". Ja sięgnęłam po wersję klasyczną. 

Real Techniques- Miracle Sponge

 Jako amatorka nakładania podkładu palcami, co wynika głównie z niechęci do mycia wszelkich możliwych akcesoriów, pewnego pięknego dnia, robiąc zakupy w Rossmanie, zobaczyłam tę oto rozsławioną już gąbkę i postanowiłam wrzucić ją do koszyka. Co prawda używam jej tylko wtedy, kiedy wiem, że mam więcej czasu i mogę od razu ją umyć, ale trzeba przyznać, że jej kształt jest genialny. Sama gąbka jest bardzo miękka, dokładnie rozprowadza i rozciera produkty na twarzy. i jest trzykrotnie tańsza od beauty blendera :)

Isana- olejek pod prysznic

Sam produkt jest w porządku, chociaż wcieranie w ciało czegoś, co "pachnie" rybami jest dość obleśne, to trzeba mu przyznać- faktycznie nawilża. Natomiast zamiast do ciała, wolę używać tego olejku do mycia gąbki oraz pędzli do makijażu. Moja gąbeczka, o której pisałam wyżej, nadal wygląda jak nowa, nie ma na niej ani jednej plamy od podkładu. A zapach, jeśli nawet zostaje na pędzlu- nie jest aż tak intensywny i nieprzyjemny.

Bourjois- podkład Healthy Mix

Mój ulubiony podkład ever, do którego wróciłam, gdy wykończyłam Provoke Matt z dr Ireny Eris. Mimo, iż mam tłustą cerę, po przypudrowaniu produkt utrzymuje się na twarzy cały dzień. Jest lekki, nawilża, a krycie można stopniować i niestety została go dosłownie resztka :(. 

Rimmel- podkład Lasting Finish

Ten produkt był ze mną w torbie na siłownię. Malowałam się nim po ćwiczeniach, a tubka jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Podkład nie zawiódł mnie również przez cały ślub i wesele. Delikatnie matuje, nie ściera się z twarzy, nie tworzy efektu maski, wyrównuje koloryt skóry i nie jest bardzo widoczny na twarzy.

Golden Rose- Creamy Blush Stick

Kremowy róż w sztyfcie to kolejna rzecz z mojej "siłownianej" kosmetyczki. Jest to świetna opcja na wszelkie wypady, wyjazdy, jeśli chcecie ograniczyć ilość targanych ze sobą pędzli do minimum. Ten produkt można spokojnie rozetrzeć palcami, nie jest zbyt intensywny i ładnie się utrzymuje. Ja mam numerek 6, który posiada lekkie drobinki (dzięki temu nie muszę brać dodatkowo rozświetlacza).

Make Up Revolution- róż "Love"

Cała recenzja tego produktu i innych tanich róży jest tutaj >>KLIK<<. Gościł on na moich policzkach cały maj i kwiecień. Ma piękny, zgaszony, nienachalny kolor, pasujący do każdego makijażu. Pigmentacja jest bardzo intensywna, a róż utrzymuje się dosłownie cały dzień, przy czym kosztuje tylko 5zł.

Wibo- Eyebrow Pencil shape& define

Ten ołówek wpadł w moje ręce już po promocji, kiedy zapomniałam swojej ulubionej kredki z Catrice. Kosztuje około 10zł, jest miękki, ale lekko tępy, ma woskową konsystencję i bardzo intensywny kolor (ja mam numerek 2, mam ciemną oprawę oczu i ciemnobrązowe włosy). Kształt rysika jest bardzo praktyczny, ponadto nie trzeba go temperować. Z drugiej strony znajduje się szczoteczka, którą można wyczesać nadmiar produktu. Świetna sprawa, polecam :) 

Nivea- Care& Colour, Nude

Bardzo fajna i praktyczna opcja zwłaszcza do torebki. Nie trzeba się martwić o precyzję ani o przesuszenie ust. Kolor nude pasuje do każdego makijażu, a pomadki same w sobie są nawilżające. Nie utrzymują się na ustach bardzo długo, ale nadają im lekki kolor, który w każdej chwili, bezproblemowo i bez lusterka możemy poprawić.

Golden Rose- Matte Lipstick Crayon, 18

O tych pomadkach rozpisywałam się tutaj >>KLIK<<. Numerek 18 to piękny nude, lekko brązowy, o który stale byłam pytana, mając go na ustach. A crayony z Golden Rose same w sobie są genialne, o czym pewnie już wszyscy wiedzą :) 


Już wiecie, dlaczego postanowiłam wrócić do bardziej regularnej serii ulubieńców? Ja naliczyłam aż... 12 produktów!
Koniecznie napiszcie, jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca (miesięcy) i zostawcie linki do swoich blogów- chętnie je odwiedzę i poczytam. Dajcie znać, czy mieliście kiedyś któryś z opisywanych przeze mnie produktów i jak się  was sprawdziły!
Zapraszam także na mój instagram, gdzie macie opcję być ze mną na bieżąco! >>KLIK<<
Pozdrawiam i do zobaczenia!
M. 
instagram.com/maginspires

Copyright © 2016 MagInspires Beauty Blog , Blogger