Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 maja 2017

Mój makijażowy sposób na lepsze rzęsy! Wydłużenie i zagęszczenie

Mój makijażowy sposób na lepsze rzęsy! Wydłużenie i zagęszczenie
Hej Kochani!
Znów minął kolejny już tydzień. Ostatnio mam wrażenie, że ten czas gdzieś ginie. Dopiero była sobota, a już jest piątek!
 

Ja jednak nie o tym chciałam Wam dziś powiedzieć.
Każda z nas marzy o rzęsach- firankach. Czy jednak codzienne doklejanie sztucznych rzęs jest dobre? Czy noszenie doczepek służy naszym naturalnym rzęsą? Niestety, ale na dłuższą metę, odpowiedź brzmi "kategorycznie nie". Ja jednak mam swój sposób, żeby moje liche rzęsy wyglądały na nieco dłuższe i bardziej gęste. Jak to robię? To naprawdę proste!


  • W codziennym makijażu nie mam czasu na zabawę z cieniami. Jednak staram się mieć czas na zrobienie delikatnej kreski na górnej powiece. Nieważne, czy użyję do tego eyelinera, cienia, czy kredki. Zależy mi na tym, żeby ta kreska była dosyć cienka, tuż przy linii rzęs. Jest ona bardzo subtelna, wręcz niewidoczna. Jednak ten trik sprawia, ze nasze rzęsy wydają się gęstsze i niewybrakowane.
  • Kolejny krok to zalotka. Podobno osłabia ona rzęsy, jednak ja mam wrażenie, że odpowiednio użyta nie robi im kompletnie żadnej krzywdy. Podkręcam rzęsy, żeby te wydały się dłuższe.
  • Następnie sięgam po bazę pod tusz- w moim przypadku jest to zielona odżywka z Eveline, której regularna cena w Rossmanie to około 14zł. Nakładam ją na rzęsy jak zwykły tusz i po odczekaniu kilku sekund przechodzę do kolejnej czynności, czyli do...
  • Wytuszowania rzęs oczywiście! Nakładam dwie warstwy tuszu na każde oko, robiąc szczoteczką delikatne zygzaki.
I gotowe! Dla mnie to idealny sposób na codzienne i szybkie podkreślenie oka. Na koniec, jeżeli tusz posklejał moje rzęsy, rozdzielam je za pomocą grzebyczka. Kolejne kroki na moim oku wyglądają następująco:



Koniecznie napiszcie w komentarzach, jakie są Wasze sposoby na wydłużenie i zagęszczenie rzęs! Jestem też bardzo ciekawa, jak wygląda Wasz codzienny makijaż oka? 
Kochani, pamiętajcie, żeby zaobserwować bloga- dzięki temu będziecie na bieżąco z nowymi postami! Zachęcam Was również do śledzenia @instagrama @maginspires >>KLIK<<, gdzie regularnie pokazuję Wam różne nowinki kosmetyczne (i nie tylko).
Teraz żegnam się z Wami. Widzimy się już niedługo!
Buziaki,
M.

instagram.com/maginspires

piątek, 31 marca 2017

4 razy nie, czyli buble kosmetyczne #4

4 razy nie, czyli buble kosmetyczne #4
Cześć!
Kolejny miesiąc dobiegł właśnie końca. Mamy dziś 31 marca. Przyznaję, że ostatnimi czasy łapie mnie jakaś chandra, dlatego dzisiaj ulubieńców nie będzie. Zgodnie z moim ponurym nastrojem postanowiłam trochę ponarzekać i pokazać Wam kosmetyki, które wyjątkowo się u mnie nie sprawdziły. Bez zbędnych wstępów- zaczynamy!



Essense- make me brow- puder do brwi w sztyfcie, to mój pierwszy niewypał. Co prawda kosztuje niewiele, niecałe 10zł, natomiast ten produkt jest dla mnie zagadką. Nie ma opcji, żeby wypełnić nim dwie brwi, ponieważ, kiedy cień na gąbeczce się skończy, nie mam pojęcia, w jaki sposób można go dołożyć. Dodatkowo jeśli lubicie mieć precyzyjnie zrobione brwi- trzymajcie się od tego czegoś z daleka. Myślałam, że to genialna opcja na kilkusekundowy makijaż i wypełnienie brwi, a skończyłam z pomalowaną jedną brwią i to bardzo niedokładnie.


Eveline- eyeliner 2000 procent pojawiał się u mnie w ulubieńcach. Wykończyłam cały słoiczek tego produktu i oczywiście kupiłam kolejny (nawet dwa). Jednak mam wrażenie, że producent zmienił skład lub formułę tego eyelinera, ponieważ niezmiernie pieką mnie od niego oczy. Podobne odczucia ma moja przyjaciółka, która również jeszcze kilka miesięcy temu również była fanką tego produktu.

Loreal- False Lash Wings to chyba największy i najdroższy bubel, który dzisiaj Wam przedstawię. Tusz, który w regularnej cenie kosztuje około 60zł, według mnie kompletnie nie nadaje się do użytku. Przede wszystkim posiada niestandardową szczoteczkę, a raczej grzebyk, którego jednak można nauczyć się używać. Jednak nabiera ona tak dużo tuszu, że przez około 3 miesiące codziennego użytkowania, musiałam wycierać ją o papier lub chusteczkę, na których zostawiłam chyba 3/4 pojemności całej buteleczki. Rozumiem, że nowy tusz czasami jest bardzo rzadki i trzeba trochę wytrzeć szczoteczkę, natomiast w tym wypadku za każdym razem na chusteczce zostawały grudy tuszu. Dodatkowo, nie robił on tego, co robić miał i  bardzo się osypywał.  Za 10zł można kupić o wiele lepszy tusz,


Wibo- Ecstasy, czyli róż, który miał być tańszym odpowiednikiem (żeby nie użyć słowa „podróbka”) produktów firmy Nars, okazał się u mnie klapą. Numer 2 ma ładny, buraczkowy odcień, który miał być idealny na jesień. Na tym kończą się jego zalety. Produkt robi na buzi okropne plamy, nierównomiernie się rozprowadza i naprawdę ciężko się go blenduje. Przykro mi, ale nie.



Koniec mojego narzekania. Jestem bardzo ciekawa, jakie kosmetyki u Was się nie sprawdziły? Koniecznie napiszcie w komentarzach, w co według Was nie warto inwestować.
Z mojej strony to już wszystko, bardzo serdecznie zapraszam Was do obserowania bloga oraz śledzenia @maginspires na instagramie >>klik<< oraz facebooku >>klik<<. Teraz żegnam się z Wami, do zobaczenia w kolejnym poście!
M.


instagram.com/maginspiresfacebook.com/maginspires

wtorek, 28 marca 2017

Porównanie sypkich pudrów ryżowych i bambusowych: Wibo, Ecocera, Paese, Kryolan

Porównanie sypkich pudrów ryżowych i bambusowych: Wibo, Ecocera, Paese, Kryolan

Hej Kochani!
Do napisania tego posta zbierałam się bardzo długo. Jako posiadaczka cery tłustej bardzo nie lubię, kiedy moja cera się błyszczy. Puder matujący to w mojej toaletce totalny must have. Już kilka lat temu spotkałam się z opinią, iż najlepiej matujące produkty, to pudry ryżowe, czy bambusowe, zwykle występujące w sypkiej formie. Po 2 latach testów i używania przeróżnych pudrów, z różnych półek cenowych, mam wyrobioną bardzo rzetelną opinię. Jeśli jesteście jej ciekawi- serdecznie zapraszam dalej!

PAESE- sypki puder bambusowy
49zł/8g
Pierwszy tego typu produkt, na który się zdecydowałam około 2 lat temu. Jak widzicie, mam jeszcze stary rodzaj opakowania, a jego wnętrze zostało już praktycznie całkowicie opróżnione. Dużo czytałam na ten temat i dowiedziałam się, że puder bambusowy matuje dużo lepiej, niż jego ryżowy „brat”. Spodziewałam się, że po zaaplikowaniu go na twarz za pomocą puszka (właśnie taki sposób był najczęściej polecany), moja buzia będzie całkowicie matowa przez cały dzień. Trudno mi opisać moje rozczarowanie, gdy okazało się, że moja cera i tak się błyszczy, a puder poszedł w odstawkę. Jednak kiedy trochę bardziej zadbałam o skórę i dokładniej zaaplikowałam puder, wciskając go delikatnie w twarz i zorientowałam się, że twarz w 100% matowa nie wygląda dobrze, byłam z produktu bardzo zadowolona. Około 5 godzin buzia wygląda ładnie, zdrowo, później należy jednak odcisnąć nadmiar sebum w chusteczkę.

ECOCERA- sypki puder ryżowy
18,90zł/15g
Ten produkt spodobał mi się chyba najmniej. Jak już wspomniałam, stuprocentowy mat zdecydowanie nie jest czymś, czego oczekuję od pudru. Jednak w tym przypadku kompletnie nie jestem usatysfakcjonowana. Jeżeli chodzi o wykończenie makijażu, ten produkt sprawdza się bez zarzutu, natomiast nie nazwałabym go „matującym”. Jest fajny, bardzo lekki, nieobciążający, ale jeśli macie cerę tłustą, podejrzewam, że możecie nie być zadowolone. Cera dosyć szybko zaczyna się zbytnio świecić i wymaga odciśnięcia sebum.

KRYOLAN- ANTISHINE POWDER
70zł/ 30g
Chyba najsłynniejszy matujący puder ryżowy na świecie. Must have każdej wizażystki, czy makijażystki. Przyznaję, że ten produkt jest całkiem inny, cięższy niż inne, dostępne na rynku pudry. Daje 120% matu, który utrzymuje się naprawdę długo. Na pewno nie jest to efekt, którego powinnyśmy szukać w pudrach, jeżeli nie chcemy, żeby twarz wyglądała na płaską i chorą. Dlatego też odradzam wciskanie go w buzię puszkiem. Nie dość, że będzie to wyglądało bardzo nienaturalnie, to dodatkowo „wybieli” nam podkład. Zdecydowanie wolę delikatnie lekko omiatać twarz pędzlem, na który wcześniej nabrałam odrobinę pudru. Daje to mniej sztuczny efekt zmatowienia, który nie utrzymuje się aż tak długo, jak w przypadku wciskania go puszkiem i po około 4- 5 godzinach muszę odcisnąć sebum, jednak buzia wygląda ładnie i zdrowo.
Nie dziwi mnie popularność tego produktu, ponieważ faktycznie jest „antishine”. Opakowanie jest ogromne, 30g pudru starczy nam na wieki. Jednak przez to, że jest go aż tak dużo, czasami ciężko wydobyć go ze słoiczka. Minus za brak gąbeczki.

WIBO- RICE POWDER
 16,99zł /5,5g
Mój najnowszy zakup z tej kategorii i zdecydowany hit. Dostępny w Rossmannach (chociaż podejrzewam, że w większości sklepów może być wykupiony), za w miarę niewielkie pieniądze, jest naprawdę lekki i niewyczuwalny na twarzy. Jednak oceniając go pod względem matowienia- daje naturalniejszy efekt niż Kryolan, a buzia nie wymaga żadnych poprawek przez około 5 godzin. Oczywiście wcześniej delikatnie się błyszczy, jednak jest to naprawdę ładny, zdrowy efekt. Spośród wszystkich wymienionych wyżej, jest to mój ulubiony produkt. Na pewno nie jest gorszy od Paese ani innych droższych pudrów tego typu.

PODSUMOWANIE I MOJA OPINIA
Zestawiając ze sobą wszystkie produkty, oczywiście najtrwalej matującym, a za razem najcięższym jest Kryolan. Trzeba nauczyć się używać tego pudru, żeby nie nałożyć go za dużo. Drugie miejsce pod względem matowienia twarzy zajmuje Paese. Z tym produktem również można przesadzić, można też zaaplikować go zbyt dużo, wtedy twarz wygląda bardzo nienaturalnie, jednak efekt matu utrzymuje się zdecydowanie krócej, a cera po jakimś czasie odzyska naturalny blask. Z tych dwóch produktów nie będą zadowoleni posiadacze i posiadaczki cer suchych i normalnych. Radziłabym nie stosować ich posiadaczkom przesuszającej się cery.
Osobom, które nie mają problemów z mocno przetłuszczającą się cerą, jednak wolą kontrolować błysk na twarzy, poleciłabym puder z Ecocera. Ładnie wykańcza on makijaż, przytrzymując podkład w jednym miejscu, daje efekt bardzo naturalny, przy czym jest lekki i naprawdę drobno zmielony. Jednak jeśli macie tłustą cerę, raczej nie będziecie z niego zadowolone. W moim przypadku sebum wybijało się jeszcze zanim skończyłam robić makijaż.
Mój ulubieniec, czyli puder ryżowy od Wibo sprawdzi się dosłownie u każdego. Po użyciu tego produktu cera nie jest płaska. Uzyskujemy raczej naturalny, satynowy efekt, króry utrzymuje się na buzi dość długo. Dodatkowy plus to dostępność. Wiem, że teraz ciężko go dostać, ze względu na to, iż jest to nowość na rynku i dziewczyny wykupują go zaraz po dostawie, jednak to się za jakiś czas unormuje.

A jak wygląda to cenowo? Przeliczyłam cenę za 10g każdego z tych produktów na podstawie prostej zależności. Myślę, że możecie być zaskoczone J


Kochani, z mojej strony to już wszystko. Jestem bardzo ciekawa, czy używałyście kiedyś któregoś ze wspomnianych przeze mnie produktów, jakie są Wasze wrażenia z nimi związane oraz jakie są Wasze ulubione pudry? Jak sami widzicie z moich obliczeń, cena produktu jest tylko i wyłącznie chwytem marketingowym. Serdecznie zapraszam Was do obserwowania bloga, żeby być na bieżąco z nowymi postami. Zachęcam również do śledzenia @maginspires na facebooku oraz Instagramie!
Do zobaczenia,
M.


facebook.com/maginspiresinstagram.com/maginspires

sobota, 25 marca 2017

Jak szybko ogarnąć się z rana? Moje wskazówki!

Jak szybko ogarnąć się z rana? Moje wskazówki!

Hej!
Pewnie wszystkie, niemal każdego ranka zadajemy sobie pytanie „A może jeszcze by tak jedną drzemkę…?”. W internecie pojawiają się memy, które ukazują zaspane dziewczyny, które muszą dokonać trudnego wyboru- kilka dodatkowych minut snu, czy makijaż? Dzisiaj mam dla Was kilka cennych rad, jak szybko zebrać się rano, nie rezygnując z niczego. Myślę, że wdrażając chociaż kilka z nich, raz na jakiś czas, moment od pobudki do wyjścia nie powinien zająć więcej niż 30 minut. Oto moje wskazówki:


MYJĘ WŁOSY…. Zawsze wieczorem. Rano szkoda mi czasu na ich suszenie. I tak trzeba je ułożyć.

DZIEŃ ZACZYNAM OD… nastawienia wody na herbatę. W czasie gotowania się wody, mam chwilę na poranną toaletę. Dokładnie myję twarz, tonizuję ją oraz nakładam krem. Następnie wracam do kuchni i robię śniadanie. Krem w tym czasie zdąży się wchłonąć.

UBRANIE… staram się wybierać dzień wcześniej. Jestem jednak zbyt leniwa, żeby co wieczór przygotowywać sobie wszystkie elementy garderoby. Po prostu przed snem zastanawiam się, co założyć następnego dnia. Wtedy rano nie tracę cennych minut stercząc przed szafą, tylko wyciągam z niej to, co wcześniej zaplanowałam.

PODKŁAD… wybieram mineralny. Zwłaszcza, kiedy bardzo mi się spieszy. Jego nałożenie zajmuje kilka sekund, dodatkowo przy okazji nie brudzimy sobie rąk (wystarczy czysty pędzel).

BRWI… uzupełniam henną. Raz na jakiś czas robię hennę brwi, dzięki czemu mam spokój z ich codziennym malowaniem przez kilka dobrych dni.

KRESKI… robię czarnym cieniem. Jak bardzo mi się spieszy i nie chcę zrezygnować z tego elementu makijażu, nie korzystam z kredki, czy eyelinera. Kreska zrobiona cieniem nie musi być aż tak precyzyjna i idealna oraz łatwiej ją zmyć, czy poprawić.

CIENIE… idą w odstawkę.  Kiedy mi się spieszy, zostawiam powiekę w jej naturalnym odcieniu, nie nakładając na nią nawet korektora. Ewentualnie odrobina pudru.

RZĘSY… tuszuję tylko górne. Dla lepszego efektu używam zalotki.

NA POLICZKI.. idzie tylko odrobina różu. Nie mam czasu bawić się w perfekcyjne konturowanie, czy ocieplanie. Róż wygląda najbardziej naturalnie.

POMADKA…. tylko w naturalnym kolorze i niematowa. Taka, którą mogę nałożyć szybko, niekoniecznie precyzyjnie. Często sięgam więc po zwykły balsam do ust.

PAZNOKCIE... maluję tylko wtedy, kiedy mam na to czas dzień wcześniej. Jeżeli nie jesteście zwolenniczkami hybryd, czy żeli, wolicie standardowy manicure, nigdy nie bierzcie się za niego rano lub tuż przed spaniem. Pierwsza opcja z góry skazana jest na porażkę, a ta druga zwykle kończy się odciśniętym na lakierze materiałem pościeli, przez co trzeba go zmywać i powtarzać całą czynność. Lepiej mieć niepomalowane paznokcie.


Kochani, z mojej strony, to już wszystko. Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze sposoby na przyspieszenie porannego ogarniania się? A może pokrywają się one z moimi? Cieszę się, że wytrwaliście ze mną do końca tego posta. Mam nadzieję, że rady, które dla Was przygotowałam okażą się przydatne. Pamiętajcie, żeby obserwować bloga, żeby być na bieżąco z nowymi publikacjami (prawy pasek). Zachęcam także do śledzenia @maginspires na Instagramie >>KLIK<< oraz facebooku >>KLIK<<. Tymczasem żegnam się z Wami i do zobaczenia już niedługo.
Buziaki,
M.

facebook.com/maginspiresinstagram.com/maginspires

piątek, 17 marca 2017

NOWE PUDRY WIBO: BANANOWY & RYŻOWY- Recenzja

NOWE PUDRY WIBO: BANANOWY & RYŻOWY- Recenzja
Hej Kochani!
Miesiąc temu przejeździłam cały Wrocław, odwiedziłam kilkanaście Rossmann'ów, a wszystko po to, żeby wypróbować nowości od Wibo. Mowa tu o pudrach- ryżowym oraz bananowym. Byłam ich bardzo ciekawa, ponieważ to chyba pierwsze sypkie produkty tego typu dostępne w stacjonarnych drogeriach za około 15zł. Jesteście ciekawi mojej opinii? Zapraszam do dalszej części posta!





Jako pierwszy pod lupę pójdzie BANANA LOOSE POWDER, czyli po prostu puder bananowy, opisany jako "ultra lekki, półtransparentny puder do twarzy". Ten produkt trafił do mnie przez kompletny przypadek, kiedy chodząc po kolejnych drogeriach w poszukiwaniu pudry ryżowego, znalazłam właśnie tę propozycję. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i postanowiłam wrzucić go do koszyka. Moja reakcja brzmiała... "WOW"! Używam go pod oczy. Świetnie sprawdza się do "ugruntowania" korektora oraz delikatnie rozjaśnia te okolice, nie obciążając ich. Nie waży się, nie wybija, idealnie wtapia w inne produkty na twarzy. Jest bardzo drobno zmielony, bez problemu można go wysypać z opakowania, jedyny drobny minus, to brak gąbeczki w środku. 

Czy polecam? TAKTAKTAK!


Najbardziej jednak ciekawa byłam pierwszego, dostępnego w drogerii, sypkiego pudru ryżowego, czyli RICE POWDER TOTAL MATT EFFECT. Producent opisuje go jako "Matująco- utrwalający puder ryżowy do każdego typu cery". Moja reakcja to zdecydowany szok. Produkt daje satynowe wykończenie- twarz jest zmatowiona, ale przy tym nie jest płaska. Efekt utrzymuje się dość długo- około 5 godzin bez żadnych poprawek. Przez cały dzień wyglądamy świeżo, produkt nie tworzy na twarzy efektu ciastka. Podobnie jak puder bananowy, ten jest również bardzo drobno zmielony, a w opakowaniu brakuje tylko gąbeczki. Jestem zachwycona tym produktem.

Czy polecam? TAKTAKTAKTAKTAK!


Wiem, że to był bardzo krótki, acz treściwy wpis. Jestem ciekawa, czy testowaliście już te produkty i jak się u Was sprawdziły? Uważam, że to totalny must have do kupienia podczas zbliżających się promocji w Rossmanie! Gorąco zachęcam Was do obserwowania bloga! Tymczasem trzymajcie się ciepło i do zobaczenia już niedługo!
Buziaki,
M.


facebook.com/maginspiresinstagram.com/maginspires

niedziela, 5 marca 2017

THE BALM- MEET MATT(E) TRIMONY: Recenzja palety cieni

THE BALM- MEET MATT(E) TRIMONY: Recenzja palety cieni
Cześć Dziewczyny!
Ten post obiecywałam Wam już kilka miesięcy temu. Paletkę Meet Matt(e) Trimony zamówiłam na koniec września ze sklepu internetowego mintishop.pl i od razu skradła moje serce. Reklamowana jako idealna paleta ślubna, według mnie jest genialną propozycją nie tylko dla tych z Was, które szykują się do zamążpójścia. Tym optymistycznym słowem wstępu zapraszam Was do dalszej części posta i bardzo rzetelnej recenzji!


Po pierwsze- dostępność. W Polsce paletkę Meet Matt(e) Trimony dostaniemy w perfumeriach Douglas (powinna być dostępna zarówno w sklepie internetowym, jak i stacjonarnym) oraz w takich internetowych drogeriach, jak mintishop.pl, cocolita.pl, ladymakeup.pl i wiele innych. Cena palety  to około 159zł. 

To piękne, kartonowe, acz solidne opakowanie posiada duże lusterko, które ze względu na brak zawiasów i jakiegokolwiek usztywnienia paletki jest jednak średnio praktyczne. W środku znajdziemy jednak 9 dużej gramatury, rewelacyjnie napigmentowanych cieni do powiek o matowym wykończeniu, w raczej ciepłych odcieniach od nude, poprzez czerwienie i fiolety, którymi jesteśmy w stanie zrobić zarówno delikatny dzienny makeup, jak i mocne, wieczorowe smokey.


Matt Lin- neutralny, jasny beż, idealny jako cień bazowy.
Matt Thomas- jasny róż, świetnie współgra z czerwienią i fioletem.
Matt Rossi- neutralny odcień brązu, idealny w załamanie oraz do delikatnego smokey.
Matt Lopez- rudy brąz.
Matt Kumar- zgaszona, lekko ciemna czerwień.
Matt Moskowitz- ciemny, głęboki fiolet.
Matt Evans- jasny brąz, idealnie dopełniający paletę.
Matt Reed- ciemny brąz.
Matt Ahmed- klasyczny, czarny cień.

MOJA OPINIA:
Kochani, to zdecydowanie najlepsza paleta spośród wszystkich, które mam. Jestem z niej najbardziej zadowolona. Uważam, że jest to samowystarczalny produkt pomimo, że wszystkie cienie w palecie są matowe. Mamy tu  i jasne odcienie beżu, brązu, czerwienie i fiolety, dzięki którym zrobimy bardziej "szalony" makijaż, a także klasyczny ciemny brąz, jak i czarny odcień, którymi nie tylko możemy przyciemnić zewnętrzny kącik, ale i przyciemnić linię rzęs.
Cienie, jak już wspominałam, są dużej gramatury, wykończenie ich wydaje mi się być niemożliwe. Wszystkie są świetnie napigmentowane (swatche, które widzicie, to jedno, delikatne dotknięcie produktu palcem). Ilość makijaży, jakie możemy wykonać używając jedynie tej paletki jest niezliczona. Sądzę też, że odcienie są lepiej dobrane i bardziej przemyślane od poprzedniczki Meet Matt(e) Trimony- Meet Matt(e) Nude. Dodatkowo, kolory są na tyle uniwersalne, że sprawdzą się przy każdym typie urody. Czy kupiłabym ją ponownie? Zdecydowanie tak!


Moi drodzy, z mojej strony to już wszystko. Koniecznie dajcie znać, czy macie i lubicie produkty z The Balm i jakie są Wasze ulubione palety cieni? Uchylę Wam rąbka tajemnicy i zdradzę, że szykuję dla Was recenzję paletki Carli Bybel, której testowanie idzie mi jednak bardzo wolno, ze względu na natłok obowiązków. 
Serdecznie zachęcam Was do śledzenia bloga (prawy pod nagłówkiem) oraz do obserwowania @maginspires na instagramie >>KLIK<< oraz facebooku >>KLIK<<. Bardzo dziękuję, że jesteście i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej!
Pozdrawiam ciepło,
M. 

facebook.com/maginspiresinstagram.com/maginspires

piątek, 3 marca 2017

Ulubieńcy kosmetyczni: styczeń, luty 2017

Ulubieńcy kosmetyczni: styczeń, luty 2017
Witajcie Kochani!
Przede wszystkim- bardzo przepraszam Was za to, że ten post pojawia się dopiero teraz. Niestety, problemy zdrowotne skutecznie oderwały mnie od komputera i bloga. Mam jednak nadzieję, że gorzej już nie będzie i w marcu uda mi się wyjść na prostą z ilością publikacji. Pomysłów mi nie brakuje! 

Jak pewnie zauważyliście, w styczniu, głównie ze względu na sesję oraz nowe obowiązki, nie testowałam zbyt wielu nowych kosmetyków i nie było sensu publikowania ulubieńców. W lutym nadrobiłam zaległości i mam dla Was kilka perełek. Ciekawi, co to takiego? Czytajcie dalej!



Standardowo zacznę od pielęgnacji. Przede wszystkim- balsam z mocznikiem- kuracja ultranawilżająca z Ziai. Jest to chyba pierwszy balsam, po którym czuję, że atopowa skóra na moim ciele jest naprawdę nawilżona. Serdecznie polecam ten produkt zwłaszcza tym z Was, u których większość żeli pod prysznic, czy balsamów, powoduje swędzenie, zwłaszcza, że produkt ten kosztuje około 15zł.


Aktywne serum z kwasem migdałowym z Bielendy to kolejny ulubieniec. Co prawda jest to produkt mocno wysuszający, przez co obiecywana redukcja wydzielanego sebum jest raczej mało efektywna, jednak preparat skutecznie walczy z powstawaniem nowych niedoskonałości. Producent zaleca wykorzystanie produktu w ciągu 3 miesięcy od jego otwarcia, co niestety wydaje mi się niemożliwe i spora część buteleczki będzie musiała powędrować do kosza.




Ulubieniec ulubieńców ostatnich dwóch miesięcy to jednak More Than Moisture Hydra- Care Mask z linii Beauty System od Douglas. Maseczka "Więcej niż nawilżenie" to genialny produkt, który ja stosowałam nakładając grubą warstwą na twarz i zostawiając na całą noc. Rano, skóra twarzy była bardzo miękka, nawilżona i gładka. Idealnie uzupełniało to kurację kwasem, która mocno wysuszała skórę. Ta maseczka kosztuje 15zł i starcza na około 5 zastosowań.


Z kolorówki pokażę Wam tylko dwa produkty. Pierwszy z nich to Face And Body Bronzing Powder od My Secret. Jest to bardzo delikatny produkt, którym na pewno nie zrobimy sobie krzywdy. Co prawda ma delikatne drobinki, które na twarzy są mało widoczne, a bronzer ma na tyle chłodny odcień, że nadaje się nawet do konturowania. 




MAC- Warm Soul, to zdecydowanie róż ostatnich dwóch miesięcy. Kupiłam go na promocji -20% w MAC pod koniec ubiegłego roku i nie żałuję. Ma przepiękny, trudny do opisania odcień- delikatny, brzoskwiniowy, z delikatnymi drobinkami. Jest to produkt samowystarczalny- nie musimy używać do niego ani bronzera, ani rozświetlacza. Wygląda genialnie zarówno z naturalnymi ustami, jak i z czerwonymi pomadkami.




Kochani, na dziś, z mojej strony to już wszystko. Serdecznie dziękuję za Waszą obecność i zachęcam do śledzenia bloga! Koniecznie dajcie znać w komentarzach, czy mieliście kiedyś któryś z wspomnianych przeze mnie produktów, jak się u Was sprawdził oraz jacy byli Wasi ulubieńcy minionych miesięcy!
Pamiętajcie również, żeby śledzić mnie na facebooku >>KLIK<< oraz instagramie >>KLIK<<. Trzymajcie się ciepło, widzimy się już niedługo!
Buziaki,
M.


sobota, 18 lutego 2017

Rozświetlacze MY SECRET FACE ILLUMINATOR POWDER:PRINCESS DREAM vs SPARKLING BEIGE

Rozświetlacze MY SECRET FACE ILLUMINATOR POWDER:PRINCESS DREAM vs SPARKLING BEIGE

Hej Kochani!
Wielokrotnie wspominałam Wam, że nie jestem fanką rozświetlaczy. Jako posiadaczka cery tłustej, jakikolwiek dodatkowy błysk jest u mnie niewskazany, ponieważ skóra sama z siebie prędzej, czy później zaczyna się świecić. 


Pierwszym rozświetlaczem, który potrafiłam tolerować, którego efekt wręcz podobał mi się na twarzy, to właśnie propozycja od My Secret- Princess Dream. Ten produkt nie ma żadnych drobinek brokatu. Na twarzy daje bardzo delikatną, jakby mokrą taflę, która delikatnie odbija światło. Cena regularna tego produktu to 15,99. Dostaniemy go w drogeriach Natura. Jakiś czas temu firma wypuściła jeszcze jeden rozświetalcz w odcieniu Sparkling Beige. Oczywiście cena i dostępność taka sama jak w poprzednim przypadku. Czy jednak oba rozświetlacze są tak samo dobre? Czym się różnią? Zapraszam dalej!

PRINCESS DREAM to rozświetlacz o zdecydowanie ciepłym, złotym odcieniu. Produkt tworzy na buzi piękną, jakby mokrą taflę, która ładnie odbija światło i delikatnie błyszczy się na twarzy. Ten rozświetlacz nie ma żadnych drobinek, jest produktem wypiekanym, którym na pewno nie zrobimy sobie krzywdy. Efekt na skórze jest subtelny,. Chyba nie można nałożyć tego produktu zbyt dużo, czy  przesadzić z nim. Jeżeli chodzi o trwałość- u mnie utrzymuje się on kilka godzin, w zależności od kondycji mojej tłustej cery. Jeśli wydziela ona zbyt dużo sebum, jestem zmuszona częściej odciskać je w chusteczkę, czy ręcznik papierowy, przez co rozświetlacz jest mniej widoczny i ściera się z twarzy.

SPARKLING BEIGE to również wypiekany produkt. Tym razem mamy do czynienia z odcieniem bardziej szampańskim, chłodniejszym od swojego poprzednika, jednak na pewno nie jest to typowy „zimny” rozświetlacz. Kolor jest raczej neutralny, pasujący i do tych bardziej ciepłych, i chłodnych typów urody i makijaży. Bardzo nieoczywisty- lekko srebrny, delikatnie różowy, naprawdę ciężko go opisać. Tak jak Princess Dream, Sparkling Beige również nie posiada żadnych drobinek brokatu i również na twarzy wygląda jak piękna, mokra tafla, odbijająca światło, nadająca buzi blasku. Z tym produktem także nie da się przesadzić, jest bardzo subtelny i elegancki. Trwałość równie dobra.



Podsumowując, obydwa te rozświetlacze są naprawdę godne uwagi. Przełożenie ceny do jakości jest wręcz nieadekwatne- produkt wygląda jak naprawdę wysokopółkowy kosmetyk, a kosztuje niecałe 16zł. Obydwa kolory są piękne, jednak pokuszę się o stwierdzenie, że to jednak Sparkling Beige będzie bardziej uniwersalny i będzie wyglądał rewelacyjnie niezależnie od typu urody. Chociaż z drugiej strony, efekt rozświetlacza jest na tyle subtelny, że nawet u tych chłodniejszych osób, Princess Dream nałożony w odpowiedniej ilości będzie wyglądał genialnie.


Z mojej strony to wszystko na temat tych produktów. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, czy macie i lubicie kosmetyki z My Secret? Jestem też ciekawa, czy w ogóle lubicie używać produktów rozświetlających na co dzień?
Bardzo dziękuję Wam za uwagę. Oczywiście zachęcam do obserwowania bloga, instagrama @maginspires >>KLIK<< oraz fanpage’a na facebooku >>KLIK<<. Tymczasem żegnam się z Wami, do zobaczenia już niebawem!
Buziaki,
M. 


instagram.com/maginspiresfacebook.com/maginspires

Copyright © 2016 MagInspires Beauty Blog , Blogger