Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maginspires. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maginspires. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 grudnia 2016

Lovely Extra Lasting- NOWE KOLORY POMADEK! Recenzja i swatche

Lovely Extra Lasting- NOWE KOLORY POMADEK! Recenzja i swatche

Hej dziewczyny!
Mam wrażenie, że ostatnimi czasy marki Wibo oraz Lovely (która jest podproduktem firmy Wibo) raczą nas wieloma nowościami. Pomadki K Lips, nowe paletki cieni, róże Extasy, palety rozświetlaczy, itd. Tym razem Lovely postanowila przypomnieć o swoich sztandarowych matowych pomadkach w płynie, które przez dłuższy okres ciągle były wyprzedane. Mowa oczywiście o genialnych Extra Lasting. Do tej pory dostępne były tylko 3 wersje kolorystyczne plus uniwersalna pomadka przezroczysta. Najbardziej rozchwytywany, czyli numer jeden, miał odcień delikatnie przybrudzonego różu, dwójka i trójka to mocna fuksja i wyrazista czerwień. W tej chwili pomadki dostaniemy już w 6 wersjach kolorystycznych, co oznacza, że wprowadzono 3 nowe odcienie. Czy poza kolorem zmieniły się także formułą?

Jeśli chodzi o pierwszy set kolorystyczny, w moim posiadaniu jest jedynie numerek 1. Pozostałe dwa kompletnie do mnie nie przemówiły. Jedynka to dość wyraźny różowy kolor, jednak jest odrobinę zgaszony i lekko „przybrudzony”. Pomadka z Lovely potrafiła przetrwać nawet pizzę bez żadnej skazy. Jedyne, co mnie w niej bardzo mocno denerwowało, to kleiste wykończenie na ustach, przez co była naprawdę mocno wyczuwalna.

Nowe kolory są dopasowane do aktualnych trendów makijażowych.
4 to kolor ust. Zgaszony, jasny róż, który pasował będzie każdej dziewczynie zarówno na co dzień, jak i na wieczór do smokey eyes.
5 to mocny, różowy kolor, podobny do Wibo Million Dolar Lips nr 1. Ciemny, chłodny, brudny róż. Kolor, który włada ustami kobiet na całym świecie nieprzerwanie od prawie dwóch lat.
6 to chyba mój ulubieniec, czyli odcień bardzo nieoczywisty. Jest to ruda czerwień, nienachalna, która bardzo ładnie wygląda zarówno tylko przy wytuszowanych rzęsach, jak i przy mocniejszym makijażu. Kojarzy mi się odrobinę z 07 Nudeist z Bourjois, natomiast ten odcień podoba mi się o wiele bardziej.

Opakowania wertowałam kilkanaście razy. Nie ma na nich żadnej informacji odnośnie nowej formuły. Podobnie, jak poprzedniczki te kolory również idealnie kryją, natomiast nie ma już tej denerwującej lepkiej warstwy, którą nadal czuję mając na ustach „jedynkę”. Oczywiście jest to ogromny plus dla pomadek, ponieważ ten jeden- niby drobny element sprawia, że są naprawdę komfortowe w noszeniu i niewyczuwalne na ustach. Jeśli chodzi o trwałość- każda z nich utrzymuje się rewelacyjnie. Wyżej napisałam, że 1 przetrwała próbę pizzy, natomiast 5 i 6 przetrwały próbę placków ziemniaczanych z gulaszem (była sobie dieta…). Nakładając pomadkę o godzinie 10:30, w trakcie jedząc obiad i nie poprawiając jej ani razu, zmyłam ją o 17:30 i nie dlatego, że wyglądała nieładnie. Po prostu zmywałam cały makijaż przed wizytą u dermatologa. Trwałość tych pomadek ZA 9,90 to istny fenomen.

Jedyny minus tego produktu to przesuszanie ust. U mnie ten problem kompletnie nie występuje (może te pomadki są po prostu stworzone dla mnie? :D), jednak moja przyjaciółka, która ma delikatniejsze usta, musi robić sobie przerwę między noszeniem tej pomadki. Ale za taką cenę- nie narzeka.

A jak kolory prezentują się na ustach? Kolejno zobaczycie numery 1, 4, 5, 6.                            

Kochani, z mojej strony to na tyle. Podsumowując, według mnie Extra Lasting to must have w kosmetyczce każdej z Was. Nie ma na rynku lepszych pomadek w tak ładnych odcieniach, tak trwałych i zwłaszcza za takie pieniądze. Nie wiem dlaczego, ale zazwyczaj w Rossmannach wszystkie kolory poza 6 są wyprzedane, gdzie wg mnie to właśnie numerek 6 jest najbardziej niepowtarzalny…
Koniecznie dajcie mi znać, czy macie już te pomadki w swojej kolekcji, jakie są Wasze ulubione kolory oraz czy są inne tanie produkty tego typu, które przypadły Wam do gustu? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i bardzo proszę Was o dzielenie się nimi ze mną w komentarzach. Zachęcam Was do obserwowania mojego bloga (prawy pasek pod nagłówkiem) oraz do śledzenia go na Instagramie @maginspires>>KLIK<<.
Buziaki,
M.

http://instagram.com/maginspires

czwartek, 1 grudnia 2016

3 genialne produkty do brwi za mniej niż 10zł!

3 genialne produkty do brwi za mniej niż 10zł!
Hej dziewczyny!
Makijaż brwi to chyba jedna z najmniej lubianych przeze mnie części całego makijażu. Wbrew pozorom, zaznaczenie lub wyrysowanie obydwu brwi tak, żeby były równe, podobne i w miarę symetryczne, wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Przyznam, że w moim przypadku, kilkakrotne wizyty u różnych kosmetyczek na regulacji i hennie kończyły się niezadowoleniem. Postanowiłam więc zainwestować w swój własny "sprzęt" i radzić sobie sama. Jednak o tym nie dzisiaj.
Właśnie zdałam sobie sprawę, że jeżeli chodzi o brwi, to raczej nie ma w mojej kosmetyczce produktu, który byłby nietrafiony. Bardzo chwalę sobie i cienie z Golden Rose, i kredkę z Catrice. Jednak dzisiaj przygotowałam dla Was 3 perełki, które można dostać w drogerii lub w.... dyskoncie za naprawdę śmieszne pieniądze. Chcecie wiedzieć o czym mowa? Zapraszam do dalszej części posta!
Pierwsza propozycja to Eyebrow Pencil z Wibo. Wysuwana, dobrze wyprofilowana, wodoodporna kredka, która wyposażona jest również w grzebyczek, niezbędny przy tego typu makijażu. Produkt ten używam prawie codziennie od maja, jestem w połowie drugiego opakowania i na pewno kupię kolejne. Kredka dostępna jest w dwóch odcieniach kolorystycznych- jasnym i ciemnym. Jednak stopień intensywności koloru można budować, w zależności, jak bardzo ją dociśniemy do brwi. Makijaż wygląda naturalnie i jest naprawdę trwały. Poleciłam ten produkt przyjaciółce i kiedy po kilku dniach, zapytałam, co takiego ma na brwiach, bo wyglądają rewelacyjnie, powiedziała, że jest to właśnie kredka z Wibo. Cena regularna produktu to 10,99 (na promocjach kosztuje nawet około 5,50zł), dostępna w Rossmannach.

Kolejne dwie propozycje kupiłam w... BIEDRONCE! Pierwsza z nich to cień w kremie Bell- Wanted Longlasting Cream Eyeshadow. Nazwa wskazuje na to, iż produkt jest długotrwały. Ale wiecie co? To mało powiedziane. Za chyba 7-8zł, dostajemy malutki słoiczek z produktem o konsystencji masełka. Jednak kiedy po kilkunastu sekundach, kiedy ów produkt zastygnie, jest nie do zdarcia. Na potrzeby posta, robiłam swatche 8h temu, od tej pory myłam ręce x razy i nadal widzę go na dłoni. Mój kolor to 3. Aplikuję go jak pomadę, klasycznym, ściętym pędzelkiem, nabierając minimalną ilość produktu. Serdecznie polecam!

Bell- Wax Eyebrow Pencil, czyli wosk do brwi, również do kupienia w biedronkowej strefie piękna, za 9.99, to już ostatnia propozycja. Produkt występuje w postaci automatycznej kredki, o bardzo wygodnym, cienkim rysiku. Z początku pomyślałam, że ktoś zamienił zawartość pudełeczek, ponieważ "brunetka" okazała się mieć ciemnoszary odcień. Jednak w kontakcie ze skórą, ten kolor faktycznie nabiera tony chłodnego brązu, a w zależności od intensywności naciskania, odcień ten może być jeszcze mocniejszy. Spośród wszystkich propozycji ta jest najdelikatniejsza i istnieje najmniejsze prawdopodobieństwo zrobienia sobie krzywdy tym produktem. Znowu polecam!

Kochani, to jest moje top 3 najtańszych produktów do brwi. Koniecznie dajcie znać, czy używałyście kiedyś któregoś ze wspomnianych przeze mnie produktów oraz jakie są Wasze typy w tej kwestii? Czekam na Wasze komentarze! Serdecznie zapraszam do obserwowania bloga oraz instagrama @maginspires
PS WITAJCIE W GRUDNIU <3
Buziaki,
M.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Jak uratować pokruszony kosmetyk? Czy to naprawdę działa?

Jak uratować pokruszony kosmetyk? Czy to naprawdę działa?
Hej! Pisząc to jestem bardzo podekscytowana, ponieważ właśnie zabieram się za próbę odratowania cudnego bronzera (a właściwie różu) z NYX, który niestety nie przetrwał biegu w Londynie i pokruszył się jeszcze w plecaku (widać jest to bardzo delikatny produkt). Chodziłam za tym produktem po kilku sklepach, w końcu udało mi się go dostać, a tu taka klapa.
Ostatnimi czasy obejrzałam kilkanaście tutoriali jak można naprawić szkodę i przywrócić kosmetykowi dawny kształt. Jestem bardzo ciekawa, czy ten sposób faktycznie działa i czy kosmetyk nie straci przez to swoich właściwości?
POTRZEBUJEMY:
  • pacjenta, czyli w moim przypadku jest to pokruszony bronzer,
  • alkoholu (spokojnie, nie do picia ani znieczulenia :D)- najlepiej wybrać spirytus salicylowy, który dostaniecie w każdej aptece za jedyne 2zł,
  • narzędzia tortur- u mnie sprawdził się zwykły, plastikowy nożyk,
  • opcjonalnie małego naczynia, jeżeli tak jak u mnie, opakowanie Waszego produktu jest dość małe,
  • dużo ręczników papierowych, żeby nie ubrudzić wszystkiego dookoła.
CO DALEJ:
  1. Stolik, na którym przebiegnie całe przedsięwzięcie nakrywam ręcznikami papierowymi. Pudrowe kosmetyki mają skłonność do pylenia i brudzenia okolicy.
  2. Opcjonalnie- mój produkt ma dosyć małe opakowanie i wykonując kolejne kroki właśnie w oryginalnym pojemniczku byłoby mi bardzo niewygodnie i podejrzewam, że ciągle coś by z niego wypadało. W związku z tym przesypuję zawartość opakowania na mały talerzyk i tępą stroną nożyka jeszcze bardziej staram się je pokruszyć.
  3. Kiedy już totalnie zmasakruję resztki kosmetyku, sięgam po spirytus salicylowy i dolewam kilka kropel, mieszając go z bronzerem. Robię to do momentu uzyskania jednolitej masy.
  4. Zawartość talerzyka przekładam z powrotem do opakowania, gdzie staram się uformować jakiś kształt i ładnie je wypełnić. To co powstało zostawiam na jakiś czas do wyschnięcia. 

Zanim produkt wyschnie, podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. Po pierwsze, ten spirytus ma dość intensywny zapach (co raczej nikogo nie dziwi). Mówiąc krótko- śmierdzi jak cholera. Ciekawi mnie, czy ten zapach się w jakiś sposób ulotni, czy nie. Kwestią sporną w oglądanych przeze mnie filmikach była też kwestia formuły i pigmentacji kosmetyku po przeprowadzeniu takiego 'zabiegu'. Niektóre dziewczyny od razu po wyschnięciu stosowały kosmetyk jak zwykle i miał on super jakość i pigmentację. Inne zaś twierdzą, że należy zdrapać wierzchnią warstwę pudru, po czym będzie on zupełnie taki, jak przed naprawą i raczej ku tej drugiej wersji bym się skłaniała. A Wy jak obstawiacie? 
REZULTATY
Zostawiłam produkt na całą noc. Rano nie czułam już od niego zapachu spirytusu, co mnie bardzo ucieszyło. Okazało się jednak, że zdrapanie wierzchniej warstwy pudru jest niezbędne, żeby uzyskać jakąkolwiek formułę i pozbyć się takiego... śliskiego nalotu. Tak jak poprzednio, zrobiłam to przy pomocy plastikowego nożyka. Pigmentacja i formuła po przeprowadzeniu całego zabiegu są naprawdę zadowalające . Co prawda uformowana przeze mnie masa nie jest tak ładna, równa i idealna, jak była na początku, mogłam się do tego bardziej przyłożyć- to prawda, ale mimo wszystko cieszę się, że znowu mam świetny produkt, który jest w całości i nie muszę go wyrzucać. 
Kochani, koniecznie dajcie znać, czy kiedyś robiliście takie eksperymenty na kosmetykach i jak się u Was sprawdziły? Jeśli macie jakiś pokruszony pudrowy kosmetyk, którego żal Wam wyrzucać, jednak z oczywistych powodów nie możecie z niego korzystać, bardzo polecam tę metodę. Sprawdziłam na sobie- to nie boli, trwa chwilę i naprawdę się opłaca.
Zachęcam Was do śledzenia bloga! 
Dajcie znać, co chcielibyście wygrać w konkursie z okazji 100 obserwacji <3
Buziaki,
M. 

sobota, 12 listopada 2016

Kosmetyki, które u mnie się nie sprawdziły- Buble #3

Kosmetyki, które u mnie się nie sprawdziły- Buble #3
Hej dziewczyny! 
Bardzo mi przykro, że czas oczekiwania na ten post się przedłużył. Co prawda planowałam dla Was test K Lips od Lovely, brakuje mi jednak jednego zdjęcia i będąc w rodzinnym domu postanowiłam zrobić porządki w kosmetykach i tym samym pozbyć się produktów, które kompletnie się u mnie nie sprawdziły. Tym razem więcej będzie pielęgnacji, chociaż z zadowoleniem przyznaję, że produkty do tego posta zbierałam naprawdę długo. Co oznacza dla mnie, że robię coraz bardziej przemyślane zakupy kosmetyczne.
NIVEA- żel do mycia twarzy Aqua Effect
Jest to żel polecany cerze mieszanej i tłustej z problemami trądzikowymi. Nowa formula zawiera mikrogranulki, które działają na zasadzie peelingu. Dzięki temu produkt ma idealnie oczyszczać naszą twarz. Niestety, ale odniosłam wrażenie, że żel Nivea jest kompletnym przeciwieństwem tego, co przed chwilą napisałam. Twarz wcale nie jest oczyszczona, efekt peelingu nie działa, a skład wywołuje na mojej twarzy wysyp trądziku. Niestety, ale muszę wyrzucić produkt zużyty w 1/3. Na szczęście, po jego odstawieniu, cera zaczęła wracać do normy.
GARNIER- odświeżające mleczko do demakijażu Essentials
Mleczko do demakijażu twarzy i oczu. Osobiście preferuję wody micelarne, jednak chciałam wypróbować czegoś innego. Niestety, ale to mleczko zmywa makijaż dość mozolnie, jednak po jakimś czasie i kilkunastu straconych wacikach, twarz jest oczyszczona. Problem zaczyna się w momencie, kiedy chcemy z pomocą tego produktu zmyć makijaż oczu. Próba pozbycia się tuszu, kończy się wyrwanymi rzęsami. Zaś każde przyłożenie wacika nasączonego mleczkiem w okolice oczu kończy się podrażnieniem i pieczeniem. Nie polecam tego produktu.

STARA MYDLARNIA- Olejek do twarzy z witaminą C
Produkt ten stosowałam na noc, wcierając go w twarz i szyję. Po jakimś czasie zauważyłam, że skórze na mojej twarzy brakuje nawilżenia, z kolei skóra na szyi, zaczęła się wręcz łuszczyć. Okazało się, że zwykły balsam "naprawia" efekty stosowania tego olejku. W trakcie jego używania miałam również nasilony trądzik, czego z początku kompletnie nie skojarzyłam z tym produktem. Jednak cera zaczęła się normalizować zaraz po jego odstawieniu. Szkoda tylko, że zdążyłam użyć prawie całą buteleczkę.
RIVAL DE LOOP- krem pod oczy 24h Hydro- Komplex
Tego produktu używałam prawie rok temu. Myślę, że do nawilżenia nie mogę się przyczepić. Bardziej chodzi tu o formułę produktu. Stosowanie na dzień kompletnie odpada- nałożony w minimalnej ilości nie wchłania się w twarz, a próba wklepania w niego korektora kończy się łuszczeniem. Podobnie jest jeśli nałożymy go na noc i niedokładnie zmyjemy twarz rano. Mam wrażenie, że produkt nie wchłania się, przez co nie jestem w stanie stwierdzić, czy ma jakiekolwiek działanie.
MAYBELLINE- krem BB Dream Fresh
Myślałam, że ten produkt jest już wycofany ze sprzedaży, jednak ostatnio znalazłam go w sklepie, więc postanowiłam napisać również o tym produkcie. Kupiłam go bardzo dawno temu, kiedy jeszcze nie stosowałam podkładów i miałam problemy z trądzikiem. Krem miał wyrównywać koloryt skóry, delikatnie ją matowić. Dodatkowo SPF 30 pozwalał nie nakładać pod niego żadnego kremu (czego wtedy i tak nie robiłam). Niestety, krem ma zerowe krycie, nałożony na twarz nie daje kompletnie żadnego efektu. Gdyby nie mocno błyszczące wykończenie, nie wiedziałabym, że nałożyłam cokolwiek na twarz. Dodatkowo konsystencja jest mocno leista, przez co wszystko dookoła jest brudne. Jeśli chcecie wyglądać jak bombki choinkowe- serdecznie polecam ten produkt.
MY SECRET- cienie do powiem Double Effect
Te cienie są prześliczne. Kiedy sprawdzałam kolor na dłoni w sklepie byłam dosłownie zakochana. Zdecydowałam się na dwa produkty z tej serii. Czar prysł, kiedy próbowałam zrobić makijaż z użyciem tych cieni. Na powiekach nie było widać żadnego koloru- tylko brokat. Konsystencja okazała się dosyć sucha, przez co brokat osypuje się na tyle, że w ciągu dnia mamy go na całej twarzy. Szkoda, ponieważ matowe cienie tej firmy są genialne.

Kochani, z mojej strony byłoby na tyle. Mam nadzieję, że nie miałyście nigdy tych produktów, a jeśli tak- oby u Was sprawdziły się lepiej niż u mnie. Jestem bardzo ciekawa, jakie produkty nie sprawdziły się u Was- koniecznie dajcie znać, czego powinnyśmy unikać! 
Jak zwykle zachęcam Was do komentowania oraz obserwowania bloga (jest nas już  99!). Odsyłam Was także na mój instagram @maginspires >>KLIK<<, gdzie będziecie ze mną na bieżąco.

Podsumowując, mam nadzieję, że tego typu posty będą pokazywały się na naszych blogach jak najrzadziej! 
buziaki,
M.

czwartek, 3 listopada 2016

Ulubieńcy- październik 2016

Ulubieńcy- październik 2016
Cześć dziewczyny!
Zgodnie z zapowiedziami, seria ulubieńców pojawiać się będzie bardziej regularnie niż raz na kilka miesięcy. Uznałam, że zamiast pokazywać Wam 20 produktów w jednym poście, wolę, żeby notki były krótsze, ale bardziej treściwe, zawierające rzetelną opinię o poszczególnych produktach. OK, bez zbędnych wstępów, zaczynamy ulubieńców października. Uprzedzam, że post wcale nie będzie taki krótki :)

PIELĘGNACJA

LUSH- Mask of Magnaminty
Produkt, dzięki któremu moja cera odzyskuje spokój i zdrowy wygląd. Pobyt w UK bardzo źle wpłynął na jej stan- przesuszenie, wypryski. Niestety, mięta pieprzowa również działa poniekąd wysuszająco, dzięki temu może walczyć z niedoskonałościami. Jednak produkt, który skutecznie walczy z przesuszeniem mojej cery, to...

Ziaja Med- Lano- krem
Czyli krem, do którego wracam zawsze, po wielu nieudanych próbach z innymi produktami. Ten preparat kosztuje około 10zł, dostaniecie go w aptekach lub w sklepach Ziaja. Dwie główne zalety tego produktu są takie, że jest on mocno nawilżający, naprawdę różnicę widać po kilku dniach stosowania (ja używam go na noc) oraz fakt, że nie podrażnia mojej skóry. Często mocno nawilżające kremy lub olejki zapychają moją cerę, co powoduje powstawanie nowych wyprysków. Ten produkt, mam wrażenie, że działa wręcz kojąco i w jakiś sposób walczy z niedoskonałościami.

KOLORÓWKA

Max Factor- podkład Facefinity 3 w 1
Podkład, który bardzo zachwala moja mama. Sięgnęłam po niego na koniec września, kiedy moja cera przechodziła bardzo poważny kryzys (o czym już wielokrotnie wspominałam). Zależało mi na mocniejszym kryciu, trwałości oraz na braku efektu maski. Wszystko to daje mi ten produkt. Krycie można budować od średniego po mocne, trwałość jest rewelacyjna, a i na twarzy wygląda naturalnie. Według mnie jest to lżejsza wersja Revlon Colorstay. Niestety, podobnie jak Revlon, ten produkt również działa wysuszająco, dlatego też będę musiała zrobić sobie od niego albo małą przerwę, albo stosować go wymiennie z bardziej nawilżającym podkładem.

MAC- róż Fleur Power
Róż z MAC był moim marzeniem od dawien dawna. Fleur Power jest moim pierwszym (i na pewno nie ostatnim) produktem tej marki. Kolor jest piękny, uniwersalny, nadaje się praktycznie do każdej pomadki. Tego różu używałam codziennie od dobrych dwóch miesięcy i nadal jestem oczarowana. Produkt wart każdej wydanej złotówki.

Maybeline Color Tattoo, 98Creamy beige
Nawet nie zwróciłam na to uwagi, ale używam tego cienia praktycznie codziennie. Rano nie mam czasu na skomplikowane makijaże oka. Nakładam ten cień na całą powiekę, żeby wyrównać jej kolor. Utrzymuje się kilka godzin bez zarzutu. Serdecznie polecam.

Max Factor- Kohl Pencil
Etap w moim 'kosmetycznym życiu' pt. "Poszukiwania kredki idealnej" uważam za zakończony pełnym sukcesem. Podczas promocji -49% w Rossmannie, przez zupełny przypadek w moim koszyku wylądowała ta właśnie kredka. Te z Was, które zmagają się z tłustymi powiekami doskonale wiedzą, że niełatwo znaleźć produkt, który prędzej, czy później nie odbije się na nich. Ta kredka (o dziwo), którą zagęszczam górną linię rzęs, trzyma się bardzo ładnie, nie rozmazuje się. A i cena po promocji jest dość przystępna.

Victoria's Secret- Angel
Czyli moje ukochane perfumy. Kupiłam je w strefie bezcłowej na lotnisku w Londynie. Miłość od pierwszego powąchania. Zapach jest przecudowny- delikatny, lekko słodki, bardzo kobiecy, długo utrzymuje się na ciele. Polecam wszystkim!!!

Kochani, to tyle z ostatnich ulubieńców. Dajcie znać, jakie były Wasze typy tego miesiąca. Zastanawiam się nad postem dotyczącym ogólnych ulubieńców, z różnych kategorii, nie tylko kosmetycznych. Ostatnio mam wiele różnych gadżetów, które bardzo ułatwiły mi życie i chętnie je Wam polecę. 
Będę wdzięczna za każdy komentarz. Zachęcam do obserwacji bloga oraz instagrama @maginspires >>KLIK<<. 
Do zobaczenia!
M.

poniedziałek, 31 października 2016

NailBook #2: hybrydy Semilac- Inspiracje

NailBook #2: hybrydy Semilac- Inspiracje
Hej! Dzisiaj przygotowałam dla Was kolejny paznokciowy post. Przygodę z hybrydami zaczęłam niespełna rok temu. Od tamtej pory dużo się zmieniło zwłaszcza w mojej technice i precyzji wykonywania manicure. Udane dzieło utrwalam zdjęciem. Pomyślałam więc, że w jednym poście zbiorę dla Was wszystkie fotki, opisując kolory, Dzięki temu będziecie mieli lepszą orientację i pogląd na to, jak konkretne kolory wyglądają w rzeczywistości. Odsyłam Was również do posta, w którym prezentuję moją całą kolekcję lakierów hybrydowych Semilac >>KLIK<<.
 Kolor użyty w stylizacji: 83.

  Kolor użyty w stylizacji:101.
 .
 Kolory użyte w stylizacji: 034, 109 (palec wskazujący)
Więcej o stylizacji przeczytacie tutaj >>KLIK<<.

Kolory użyte w stylizacji: 032 (palec środkowy i serdeczny, kropki na kciuku), 001 (pozostałe palce), 121 (serduszka), 109 (brokat na serduszkach, kropki na kciuku).  
 
 Kolory użyte w stylizacji: 121 (palec wskazujący i serdeczny), 001+ naklejka wodna (palec serdeczny, 001 to także kropki na małym palcu), 057 (mały palec).

  Kolor użyty w stylizacji: 140 (+ efekt syrenki na palcu serdecznym i małym).
 
  Kolory użyte w stylizacji:087 (palec wskazujący i środkowy), 000 (pozostałe palce + efekt syrenki na kciuki i naklejka wodna na palcu serdecznym).

Kolor użyty w stylizacji: 028.

Kolor użyty w stylizacji: 026.

Kolor użyty w stylizacji: 127.

Kolor użyte w stylizacji: 162, 001 (palec serdeczny), 109 (kropeczki).

Ostatnie zdjęcie to moje aktualne paznokcie. Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze ulubione kolory i wzory? Koniecznie dajcie znać, która propozycja najbardziej się Wam podoba. Bardzo proszę Was o komentarze, a także zachęcam do obserwowania bloga, dzięki czemu nie ominie Was żaden post. Odsyłam Was także na mój instagram, gdzie znajdziecie jeszcze więcej dobroci- @maginspires >>KLIK<<. Już dziś zapraszam Was na kolejny post, a w nim... ulubieńcy :) Wiem też, że czekacie na recenzję K Lips z Lovely. Aktualnie prężnie testuję tę pomadkę i myślę, że może jeszcze w tym tygodniu pojawi się rzetelna recenzja.
Do zobaczenia już niedługo!
M.

piątek, 28 października 2016

TANIE ROZWIĄZANIE: MAC VELTET TEDDY- Zamienniki kultowej pomadki.

TANIE ROZWIĄZANIE: MAC VELTET TEDDY- Zamienniki kultowej pomadki.
Hej! Zgodnie z obietnicą dzisiaj przychodzę do Was z serią, której już dawno nie było. Poprzedni zamiennik kremu Effaclar Duo+, który był pierwszym postem opublikowanym na tym blogu, nadal cieszy się dużą popularnością wśród czytelników. Dzisiaj postanowiłam, że pokażę Wam tańsze alternatywy, które odpowiadają kolorystycznie kultowej szmince Velvet Teddy z Mac. Ku naszej wspólnej radości, jedna propozycja jest wręcz identyczna... Ale o tym za chwilę :) 

Velvet Teddy z Mac to bardzo nieoczywisty i niepowtarzalny kolor. Brąz o ciepłym podtonie, który ma w sobie delikatnie różowe pigmenty. Szminka ma wykończenie matowe. Dostaniemy ją w salonach MAC lub w perfumeriach Douglas, gdzie znajdują się szafy tej marki. Oczywiście można jej szukać również przez internet na stronie producenta lub Douglasa. Cena pomadki bez promocji to aż 86zł. Kolor jest tym bardziej popularny i rozchwytywany od czasu, kiedy Kylie Jenner (zanim jeszcze wydała swoją linię płynnych pomadek) ogłosiła, że jest to jeden z jej ulubionych kolorów i bardzo często nosi go na ustach. Czy jest więc szansa, żeby kupić coś w podobnym kolorze, o podobnym wykończeniu, jednak za mniejsze pieniądze?
Szminka, której zamiennika szukamy ma wykończenie typu 'mat'. Jest to jednak dosyć nawilżający produkt, a ten mat nie jest płaski i suchy, jak w przypadku płynnych pomadek. Szukanie zamienników ograniczam więc do bardziej kremowych produktów. Wśród kilku(nastu) produktów- kredek, szminek i konturówek, które między sobą zestawiłam, wybrałam kilka najbardziej podobnych. Wśród faworytów jest mój ulubieniec, czyli 
pomadka w kredce z Golden Rose- Matte Lipstick Crayon nr 18:    11,90zł
konturówka Golden Rose z serii Dream Lips Lipliner nr 501:    6,30zł,
automatyczna konturówka z P2 Perfect Look nr 010 Nude:    około 15zł,
konturówka z najnowszej serii Lovely- K Lips 04 Neutral Beauty     19,90zł 
(do konturówki oczywiście dołączona jest pomadka w płynie, jednak nie biorę jej pod uwagę w zestawieniu, ponieważ ma dużo bardziej matowe wykończenie, które nie odpowiada formule maca).

Ceny wyglądają bardzo zachęcająco. Najtańsza propozycja to koszt około 6 złotych, najdroższa to niecałe 20zł, czyli ponad czterokrotnie taniej. A jak prezentują się kolory?
Konturówka z Golden Rose okazuje się delikatnie jaśniejsza oraz zbyt mało wpada w różowe podtony. Podobnie jak konturówka z P2, która jest typowo jasnobrązowa. Oba te produkty są jednak zbliżone kolorystycznie oraz formułą. Najmniej podobny z proponowanych jest produkt z Lovely- jest to typowy odcień nude, bez żadnych innych podtonów.
Zdecydowanie najbliżej oryginału jest mój ulubieniec, czyli pomadka w kredce z Golden Rose nr 18. Jest to ciemniejszy odcień nude, który ma w sobie różowe tony, dzięki czemu idealnie zastępuje odcień Velvet Teddy. Dzięki nawilżającej formule tej serii kredek, mimo, iż są to pomadki matowe, to wykończenie nie jest na tyle suche i płaskie jak w przypadku produktów płynnych, co z kolei sprawia, że również formuła i wykończenie tego produktu niemalże idealnie odpowiada oryginałowi.
Podsumowując, nasz zamiennik jest ponad 7 razy tańszy od oryginału. Trwałość, kolor, formuła i wykończenie są niemalże identyczne. Teraz pytanie do Was- skusicie się na szminkę z Mac czy Golden Rose?

Kochani, to tyle z mojej strony. Mam nadzieję, że post okazał się dla Was ciekawy i pomocny. Koniecznie dajcie znać, czy próbowałyście kiedyś któregoś ze wspomnianych przeze mnie produktów.
Serdecznie zachęcam Was do komentowania i obserwowania bloga, a także do śledzenia mojego instagrama @maginspires >>klik<<. Pozdrawiam Was ciepło i do zobaczenia!
 M.
instagram.com/maginspires
Copyright © 2016 MagInspires Beauty Blog , Blogger