Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beautyblog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beautyblog. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 października 2016

Semilac- moje kolory lakierów hybrydowych

Semilac- moje kolory lakierów hybrydowych
Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z moimi kolorami lakierów hybrydowych Semilac. Sama bardzo lubię czytać tego typu posty, są one wspaniałą inspiracją. Warto pamiętać, że każdy lakier w innym świetle wygląda inaczej. Zdjęcia, które dzisiaj zobaczycie zostały zrobione w świetle dziennym, nie ma na nich nałożonego żadnego filtra. Postaram się pokrótce opisać każdy z kolorów, żebyście miały/ mieli lepszy pogląd na nie. Nie ma co przedłużać- zaczynamy!
Moja kolekcja to 21 lakierów kolorowych. Posiadam też bazę, klasyczny top oraz top no wipe. Na wzorniku znajdują się wszystkie odcienie, które posiadam, nałożone po dwie warstwy oraz pokryte klasycznym topem, który po utwardzeniu należy przemyć cleanerem. Uprzedzając pytania- wzornik kupiłam w jednym ze sklepów we Wrocławiu, zaś naklejkę 'I <3 Semilac' dostaniecie przy zamówieniu ze stron producenta >>klik<<.


148 NIGHT EUPHORIA
Najnowszy nabytek. Piękny, głęboki czarny kolor z domieszką borda oraz pięknymi połyskującymi na czerwono drobinkami. Zdjęcie kompletnie nie oddaje jego uroku.
087 GLITTER INDIGO
 Granat z połyskującymi drobinkami. Kolor bardzo ładny. Idealny na zimę do noszenia solo lub z jaśniejszymi odcieniami.
000 LAZURE DREAM (SEMILIKE)
Lakier, który jest edycją specjalną, tzn. dostaniecie go tylko na pokazach Semilac lub w przypadku promocji na stronie. Piękny, głęboki, jasnoniebieski kolor, świetny na każdą porę roku.
127 VIOLET CREAM
Kolejna super uniwersalna propozycja. Violet Cream świetnie wkomponuje się w zimowe swetry a także letnie pastelowe stylizacje. Jest to biały kolor z minimalną domieszką fioletu. Wygląda bardzo subtelnie i dziewczęco.
001 STRONG WHITE
 Klasyczna biel, która wielu dziewczynom sprawia sporo kłopotów. Ten kolor wymaga dłuższego utwardzenia w lampie. Jednak już jedna warstwa świetnie pokrywa paznokcie. Jest to piękny biały kolor, nie pozostawiający żadnych prześwitów.

051 FRENCH BEIGE MILK
Kolor bazowy do french manicure. Świetnie podbija naturalną płytkę paznokcia. Nałożony jedną warstwą jest praktycznie niewidoczny, jedynie sprawia, że nasze paznokcie wyglądają na zadbane i błyszczące. Dwie warstwy dają delikatny, subtelny kolor.
032 BISCUIT
Jeden z najpiękniejszych odcieni różu, jaki widziałam w życiu. Delikatny, subtelny, idealny na śluby. Świetny do noszenia na codzień oraz na szczególne okazje. Niezbędnik u każdej z Was.
128 PINK MARSHMALLOW
Bardziej różowy, ciepły, wyraźny i bardziej kryjący niż biscuit. Bardzo podobny do Fiji z Essie.Równie śliczny kolor, który idealnie nadaje się na każdą okazję.
057 NUDE BEIGE ROSE
Ciut ciemniejszy róż, tym razem z domieszką fioletu. Również dość subtelny kolor, więc jeśli nie możecie nosić mocnych kolorów na paznokciach- te 4 wymienione wyżej będą idealne.
121 RUBY CHARM
Bardzo wyrazisty, różowy odcień, który ma zdecydowanie chłodne podtony, dzięki czemu sprawdzi się o każdej porze roku. Klasyczny odcień różu, pożądany przez wszystkie kobiety.
103 ELEGANT RASPBERRY
Odcień bardzo podobny do ruby charm, jednak jest bardziej żywy i neonowy. Wygląda inaczej w zależności od padającego światła, jednak jest równie piękny i uniwersalny. Nie wiem, który z nich wolę bardziej.
034 MARDI GRAS
Jeden z najpopularniejszych kolorów marki Semilac. Przyznaję, że po zakupie tego lakieru spodziewałam się o wiele więcej, a moim oczom ukazał się zwykły różo- fiolet. Ładny, ale kompletnie według mnie niewart zachodu. Zrozumiałam jego popularność, kiedy na drugi dzień wyszłam na zewnątrz- odcień zmienia się nawet o kilka tonów w zależności od padającego światła. Potrafi być głębokim fioletem lub eleganckim różem. Bardzo fajna opcja dla osób, które nie lubią nudy na paznokciach. Więcej na temat tego lakieru znajdziecie tutaj >>klik<<.
109 MISS OF THE WORLD
Różowy brokat. Fajnie wygląda solo jak i w połączeniu z innymi lakierami, kiedy pomalujemy nim np. jeden paznokieć. Ładnie kryje przy dwóch warstwach i nie potrzebuje kolorowej bazy.


 028 CLASSIC WINE
Jest to klasyczna czerwień,wpadająca w bordo. Niezbędnik u każdej kobiety. Idealnym odpowiednikiem tego koloru jest A List z Essie.
056 MY LOVE
Ten lakier był dołączony do zestawu startowego. Odcień jaśniejszy od Classic Wine, posiadający delikatne drobinki, równie klasyczny i elegancki jak poprzednik.
039 SEXY RED
Mocna, żarówiasta, strażacka czerwień. Odcień bardzo nasycony, odważny. Wygląda genialnie na długich paznokciach.
101 JUICY PEACH
Tutaj mamy do czynienia z neonową pomarańczą. Kolor z początku przeze mnie niezbyt lubiany, ponieważ jest praktycznie niekryjący nawet przy 3 warstwach. Jednak genialnie wygląda na białej bazie.
130 SLEEPING BEAUTY
Piękny brzoskwiniowy neon. W przypadku do poprzednika, kryje bardzo ładnie i nie potrzebuje białej bazy, żeby nabrać głębi. Jest również bardziej uniwersalny- 101 lepiej wygląda w wiosennych oraz letnich stylizacjach, gdzie 130 sprawdzi się również zimą.
162 CREAMY COOKIE
Najjaśniejszy nude w mojej kolekcji. Piękny, delikatny, idealny na każdą okazję. Wygląda za równo elegancko, jak i po prostu ładnie.
135 FRAPPE
Piękny kolor nude. 'Frappe' to idealna nazwa- 135 to właśnie odcień kawy z mlekiem. Wpada w tony bardziej brązowe niż różowe.
140 LITTLE STONE
Little stone, czyli mały kamień. Nazwa równie trafiona, ponieważ mamy tu do czynienia z brązem wpadającym w szare podtony. Nie nazwałabym tego 'nude', jednak jest to bardzo ładny odcień zwłaszcza dla osób, które nie lubią jasnych, cielistych lakierów, a również nie chcą nosić nic wyraźniejszego na paznokciach.


Mam nadzieję, że post okazał się dla was pomocny i inspirujący. Będzie mi miło, jeśli zostawicie komentarz i zaobserwujecie bloga. Koniecznie zostawcie też linki do siebie, żebym mogła zobaczyć również Wasze blogi.
Zapraszam również do śledzenia mojego instagrama, żeby być ze mną na bieżąco! Mój nick @maginspires >>klik<<
https://www.instagram.com/p/BL6MUByBquQ/?taken-by=maginspires

 Jestem bardzo ciekawa, jakie są ulubione lakiery moich czytelniczek?

Preferujecie manicure hybrydowy/ żelowy, czy jesteście zwolenniczkami klasycznych lakierów?
Buziaki,
M.




niedziela, 25 września 2016

GLAMBRUSH- recenzja tanich pędzli

GLAMBRUSH- recenzja tanich pędzli
Hej! Po okropnie długiej przerwie, witam Was ponownie i bardzo przepraszam za brak odzewu z mojej strony. Wiem, że niektóre z Was regularnie zaglądały na bloga, domagając się obiecanych postów. Powodem, dla którego przez ponad 2 miesiące nie publikowałam, był mój wyjazd, który z kolei będzie inspiracją do co najmniej kilku kolejnych tematów. Bez przydługich wstępów, wracam z nową energią i z masą pomysłów, którymi  chętnie podzielę się z Wami.
źródło zdjęć: www.glam-shop.pl

Post, który właśnie widzicie miał pojawić się jeszcze w lipcu. Dzisiaj poruszymy temat tanich pędzli GLAMBRUSH. Produkty te dostaniemy na stronie www.glam-shop.pl. Pędzle zdobyły popularność dzięki swojej "stwórczyni", czyli Hani- makijażystce i youtuberce beauty, która od lat prowadzi kanał digitalgirlworld13. Hania używa swoich pędzli w praktycznie każdym prezentowanym makijażu. Również inne youtuberki, które posiadają te produkty, bardzo je sobie chwalą.

W ubiegłym roku, kiedy kompletowałam mój zestaw pędzli, postanowiłam "zdradzić" moją ukochaną tanią firmę- hakuro i zainwestować w coś innego. W moje łapki wpadło 7 pędzli- T13 (33zł), znany jako najbardziej uniwersalny pędzel do twarzy, O9 (20zł), czyli idealny pędzel do nakładania korektora,  O17 (23zł)- wielki pędzel do oczu z naturalnego włosia, O18 (16zł)- pędzelek do eyelinera, O15 (23zł)- pędzelek wychwalany na youtube, jako najlepszy pędzel do rozcierania, wykonany z włosia wiewiórki, SS9 (16zł), czyli pędzelek do brwi oraz SS7 do nakładania cieni. Ceny podane w nawiasach to te, które aktualnie wiszą na stronie. Ja, za mój komplet zapłaciłam niecałe 150zł, z racji na świąteczną promocję.
Poza ceną, która w przypadku tego typu produktów, naprawdę nie jest wybitnie wygórowana (chociaż mam wrażenie, że rok temu była jeszcze niższa), pędzle GLAMBRUSH nie mają żadnych atutów. Poza modelami syntetycznymi SS, pozostałe, mimo fajnie przemyślanych kształtów, nadają się do wyrzucenia jeszcze przed pierwszym użyciem. Dlaczego?
  • mało zbite włosie,
  • wypadające włoski,
  • odgniatające się włosie,
  • odklejające się skuwki,
  • po praniu pierwotny kształt włosia zanika.
To tylko kilka z zarzutów, które kieruję do tych produktów. Naprawdę nie wiem, czy faktycznie możliwe jest, że czołowe polskie youtuberki beauty chwalą je ze względu na sympatię do Hani, którą ja sama szanuję i uwielbiam oglądać jej filmiki, czy faktycznie to mi trafiła się felerna partia PIĘCIU (!) pędzli, co jest mało prawdopodobne. Zobaczcie same:





Przeglądając internet, znalazłam tylko JEDNĄ (!) bardzo negatywną opinię na temat glambrush. Osoba, która ją wystawiła, podobnie jak ja, jest na tyle zawiedziona, że nie zostawi już ani grosza w sklepie glam-shop. Jak zwykle powiem Wam, że nawet niewielkie pieniądze lepiej zaoszczędzić, niż wyrzucać w błoto. A za tę cenę dostaniecie pędzle hakuro, które po kilku latach wyglądają jak nowe i kompletnie nic się z nimi nie dzieje. Szkoda, że tak jest, ponieważ glmbrush faktycznie mają unikatowe kształty. Jednak co z tego, skoro są wyjątkowo nietrwałe, żeby nie powiedzieć jednorazowe.

Kochani, z mojej strony to wszystko. Temat pędzli i produktów z glam-shop jest już raczej definitywnie dla mnie zamknięty. Koniecznie napiszcie, czy również testowałyście już produkty od Hani i czy u Was również okazały się totalnymi bublami? Zachęcam Was do zostawiania komentarzy i do subskrypcji bloga, żeby być na bieżąco z nowościami, a ostrzegam- będzie się działo...! Pamiętajcie, że zawsze odwiedzam też Wasze blogi, nie zapomnijcie więc zostawić linków do siebie! Do zobaczenia już niedługo <3
M.

follow me! @maginspires

niedziela, 3 lipca 2016

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY!

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY!

Hej! Dzisiaj przychodzę z bardzo długo wyczekiwanymi ulubieńcami. Pewnego razu postanowiłam, że tego typu posty nie będą pojawiać się co miesiąc- w kwietniu miałabym do pokazania tylko dwa produkty, co wydało mi się bezcelowe. Maj z kolei okazał się być dla mnie ciężkim i wymagającym miesiącem, przez co nie znalazłam czasu na przygotowanie i publikację tego posta. Z kolei teraz, po 3 miesiącach, kosmetyków uzbierało się na tyle dużo, że chyba jednak wrócę do wersji comiesięcznych ulubieńców. Dobrze, że wszystko zapisywałam- dzięki temu nie pominę ani jednego produktu.

Pokażę Wam dzisiaj kilka produktów z pielęgnacji, gadżet oraz oczywiście- masę kolorówki. Po rossmanowych promocjach mam kilka nowości i większość z nich okazała się strzałem w dziesiątkę. Bez zbędnych wstępów... Zaczynamy!

La Roche Possay- Effaclar Duo +

W ostatnim miesiącu, kiedy zszedł ze mnie cały stres związany z sesją, studiami, oddawaniem projektów itp. mój organizm odpłacił mi te wszystkie nieprzyjemności okropnym wysypem trądziku na twarzy. Przegapiłam termin zapisywania się do dermatologa, więc z pomocą przyszedł mi niezastąpiony krem Effaclar, któremu poświęciłam osobny post, szukając jego tańszego zamiennika >>KLIK<<.  "Atrakcje" tego typu, z wiekiem zdarzają mi się coraz rzadziej, jednak nie wyobrażam sobie nie mieć tego produktu w kosmetyczce, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych.

Ziaja- mgiełka do twarzy z serii Liście Manuka

Skończyła się moja poprzednia- oliwkowa mgiełka z Ziai i tym razem skusiłam się na produkt z tej serii. Nie lubiłam stosować toników, denerwowały mnie walające się waciki. W tych produktach mamy atomizer i stosujemy je bezpośrednio na twarz. Nie wiem, czy zgodnie z obietnicą producenta mgiełka zwęża pory, ale na pewno nadaje się do spryskania skóry całego ciała, zwłaszcza podrażnionej. Przyniosła mi ulgę, kiedy balsam z Evree podrażnił mi nogi. Ponadto rewelacyjnie chłodzi, na lato- produkt niezbędny!

Batiste- suchy szampon

Nie rozumiałam ludzi używających tego typ produkty. Włosy powinno się myć wodą i szamponem- tyle. Jednak w maju, moje włosy zaczęły wykręcać mi figle- kiedy umyłam je wieczorem, rano wyglądały okropnie. Były przyklapnięte, przetłuszczone... Tragedia. Zazwyczaj wstaję na styk, więc nie mam dodatkowej godziny na umycie i wysuszenie włosów. Wtedy sięgnęłam po batiste i choć uważam, że używanie suchych szamponów to ostateczność- kilkanaście razy ten produkt uratował moje włosy. Dobrze jest mieć go w domu "na wszelki wypadek". Ja sięgnęłam po wersję klasyczną. 

Real Techniques- Miracle Sponge

 Jako amatorka nakładania podkładu palcami, co wynika głównie z niechęci do mycia wszelkich możliwych akcesoriów, pewnego pięknego dnia, robiąc zakupy w Rossmanie, zobaczyłam tę oto rozsławioną już gąbkę i postanowiłam wrzucić ją do koszyka. Co prawda używam jej tylko wtedy, kiedy wiem, że mam więcej czasu i mogę od razu ją umyć, ale trzeba przyznać, że jej kształt jest genialny. Sama gąbka jest bardzo miękka, dokładnie rozprowadza i rozciera produkty na twarzy. i jest trzykrotnie tańsza od beauty blendera :)

Isana- olejek pod prysznic

Sam produkt jest w porządku, chociaż wcieranie w ciało czegoś, co "pachnie" rybami jest dość obleśne, to trzeba mu przyznać- faktycznie nawilża. Natomiast zamiast do ciała, wolę używać tego olejku do mycia gąbki oraz pędzli do makijażu. Moja gąbeczka, o której pisałam wyżej, nadal wygląda jak nowa, nie ma na niej ani jednej plamy od podkładu. A zapach, jeśli nawet zostaje na pędzlu- nie jest aż tak intensywny i nieprzyjemny.

Bourjois- podkład Healthy Mix

Mój ulubiony podkład ever, do którego wróciłam, gdy wykończyłam Provoke Matt z dr Ireny Eris. Mimo, iż mam tłustą cerę, po przypudrowaniu produkt utrzymuje się na twarzy cały dzień. Jest lekki, nawilża, a krycie można stopniować i niestety została go dosłownie resztka :(. 

Rimmel- podkład Lasting Finish

Ten produkt był ze mną w torbie na siłownię. Malowałam się nim po ćwiczeniach, a tubka jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Podkład nie zawiódł mnie również przez cały ślub i wesele. Delikatnie matuje, nie ściera się z twarzy, nie tworzy efektu maski, wyrównuje koloryt skóry i nie jest bardzo widoczny na twarzy.

Golden Rose- Creamy Blush Stick

Kremowy róż w sztyfcie to kolejna rzecz z mojej "siłownianej" kosmetyczki. Jest to świetna opcja na wszelkie wypady, wyjazdy, jeśli chcecie ograniczyć ilość targanych ze sobą pędzli do minimum. Ten produkt można spokojnie rozetrzeć palcami, nie jest zbyt intensywny i ładnie się utrzymuje. Ja mam numerek 6, który posiada lekkie drobinki (dzięki temu nie muszę brać dodatkowo rozświetlacza).

Make Up Revolution- róż "Love"

Cała recenzja tego produktu i innych tanich róży jest tutaj >>KLIK<<. Gościł on na moich policzkach cały maj i kwiecień. Ma piękny, zgaszony, nienachalny kolor, pasujący do każdego makijażu. Pigmentacja jest bardzo intensywna, a róż utrzymuje się dosłownie cały dzień, przy czym kosztuje tylko 5zł.

Wibo- Eyebrow Pencil shape& define

Ten ołówek wpadł w moje ręce już po promocji, kiedy zapomniałam swojej ulubionej kredki z Catrice. Kosztuje około 10zł, jest miękki, ale lekko tępy, ma woskową konsystencję i bardzo intensywny kolor (ja mam numerek 2, mam ciemną oprawę oczu i ciemnobrązowe włosy). Kształt rysika jest bardzo praktyczny, ponadto nie trzeba go temperować. Z drugiej strony znajduje się szczoteczka, którą można wyczesać nadmiar produktu. Świetna sprawa, polecam :) 

Nivea- Care& Colour, Nude

Bardzo fajna i praktyczna opcja zwłaszcza do torebki. Nie trzeba się martwić o precyzję ani o przesuszenie ust. Kolor nude pasuje do każdego makijażu, a pomadki same w sobie są nawilżające. Nie utrzymują się na ustach bardzo długo, ale nadają im lekki kolor, który w każdej chwili, bezproblemowo i bez lusterka możemy poprawić.

Golden Rose- Matte Lipstick Crayon, 18

O tych pomadkach rozpisywałam się tutaj >>KLIK<<. Numerek 18 to piękny nude, lekko brązowy, o który stale byłam pytana, mając go na ustach. A crayony z Golden Rose same w sobie są genialne, o czym pewnie już wszyscy wiedzą :) 


Już wiecie, dlaczego postanowiłam wrócić do bardziej regularnej serii ulubieńców? Ja naliczyłam aż... 12 produktów!
Koniecznie napiszcie, jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca (miesięcy) i zostawcie linki do swoich blogów- chętnie je odwiedzę i poczytam. Dajcie znać, czy mieliście kiedyś któryś z opisywanych przeze mnie produktów i jak się  was sprawdziły!
Zapraszam także na mój instagram, gdzie macie opcję być ze mną na bieżąco! >>KLIK<<
Pozdrawiam i do zobaczenia!
M. 
instagram.com/maginspires

czwartek, 30 czerwca 2016

Golden Rose Matte Lipstick Crayon (matowe pomadki w kredce)- RECENZJA + ULUBIONE KOLORY

Golden Rose Matte Lipstick Crayon (matowe pomadki w kredce)- RECENZJA + ULUBIONE KOLORY
Hej! Dzisiaj mam dla Was już dawno obiecany post odnośnie moich ulubionych pomadek w kredce z Golden Rose. Zwlekałam strasznie, ponieważ z racji wariującej pogody naprawdę ciężko złapać odpowiednie światło, więc jakość dzisiejszych zdjęć może pozostawiać wiele do życzenia. Jednak pozostając w temacie- przejdźmy do recenzji tych oto gagatków.

Matowe pomadki w kredce z Golden Rose aktualnie są dostępne w 21 odcieniach, a gama kolorystyczna regularnie jest poszerzana. Cena jednej kredki to 11,90 zł. Produkt dostaniemy na każdym stoisku Golden Rose (czyli raczej większe miasta, galerie handlowe), w większości internetowych drogerii oraz na stronie producenta.

Jeśli chodzi o formułę, jak sama nazwa wskazuje, powinna ona być matowa- taka też pozostaje. Nie jest to jednak płaski mat, który ściąga i wysusza usta. Raczej są to nawilżające pomadki o matowym, czasem delikatnie satynowym wykończeniu. Na ustach utrzymują się one kilka ładnych godzin (około 6), ładnie się zjadają, a te bardziej naturalne kolory nie wymagają poprawek. Kształt kredki sprawia, że produkt bardzo wygodnie się aplikuje. 

Producent okazał się jednak przebiegły. Żeby cieszyć się kredką na dłuższy czas, czyli po prostu- żeby móc ją zatemperować- jesteśmy zmuszeni dokupić temperówkę Golden Rose, ponieważ kredka nie ma standardowej grubości- jest szersza, przez co niemożliwe jest naostrzenie jej czymkolwiek innym (może nożem). 

 Jeśli chodzi o moje ulubione kolory- numer jeden to zdecydowanie... 18! Czyli idealny kolor nude. Za każdym razem jak mam go na ustach dostaję mnóstwo komplementów. Poleciłam go już kilku osobom i każda wygląda w nim rewelacyjnie. Kolejny ulubieniec to numerek 10, czyli ciemniejszy, brudny róż, lekko wpadający w fiolet, który rewelacyjnie wygląda do makijaży dziennych oraz wieczorowych. 12 to słodki, pudrowy róż, kolor ciepły, pięknie wyglądający z letnim, rozświetlonym makijażem. Numerek 8 to kolejny klasyk, czyli kolor głęboki, jesienny, ani czerwień, ani róż. Dość ciemny, wyraźny. 9 to elegancka, klasyczna, chłodna czerwień, którą każda kobieta powinna mieć w kosmetyczce. 
 Czy warto kupić te pomadki? Oczywiście! Dla mnie jest to produkt idealny- praktyczny, tani, trwały. Mimo matowego nawilżenia nie przesusza ust, a wręcz delikatnie je nawilża. Kolor ładnie się utrzymuje, ściera się dosyć subtelnie. Według mnie kredki warte są każdej wydanej na nie złotówki i jeśli mieliście jakieś wątpliwości- mam nadzieję, że zostały one rozwiane. Moja ocena? 5/5!  Na koniec swatche kolorów (dużo lepszej jakości, niż zdjęcia ust):

Na koniec oczywiście muszę przypomnieć o dzisiejszym meczu, także robimy przerwę od blogowania i kibicujemy Polakom!
Buziaki!
M.

http://instagram.com/maginspires
Follow me! @maginspires

czwartek, 9 czerwca 2016

Balsam, który zepsuł mi nogi :(

Balsam, który zepsuł mi nogi :(
Hej! Jest mi niezmiernie głupio, że z dnia na dzień jest Was coraz więcej, a ja mam takie braki w blogowaniu. Zrozumcie- sesja. Od kilku tygodni śpię po kilka godzin, cały dzień spędzam albo na uczelni, albo z nosem w książkach. Wczoraj przeprosiłam się z siłownią, dzisiaj przepraszam się z Wami i z blogiem. Mam nadzieję, że nadrobię to, co zaplanowałam na bieżący miesiąc- bardzo proszę Was o wsparcie!

A tymczasem... słów kilka na temat balsamu, który stosuję od dobrych kilku miesięcy. Co prawda, jego ważność wg producenta to tylko pół roku od otwarcia, jednak powinnam mieć jeszcze minimum dwa miesiące. A mowa tu o...........
EVREE MAX REPAIR czyli nawilżający balsam do ciała przeznaczony dla skóry bardzo suchej. Co prawda moja cera jest tłusta, ale skóra na ciele... wręcz atopowa. Muszę balsamować ją nawet kilka razy dziennie, o ile oczywiście akurat mam na to ochotę (a w  tej kwestii bywam prawdziwym leniem). Zazwyczaj stosuję tego typu produkty zaraz po kąpieli. Tak było również tym razem. Wykąpałam się, sięgnęłam po balsam i wtarłam go tylko w nogi (chwała mojemu lenistwu). Po upłynięciu około 30 minut zaczęłam odczuwać swędzenie. Pomyślałam, że pewnie moja skóra jest mocno przesuszona. Sięgnęłam ponownie po balsam i zaczęłam go ponownie wcierać. Tym razem jednak było to nie do wytrzymania. Ponadto zauważyłam, że mam czerwone "placki" na nogach i to one tak swędziały. Skóra mocno się napięła, jak przy "gęsiej skórce" i mimo nałożenia balsamu, była po prostu szorstka. Chwyciłam szybko zwykłe, szare mydło i pod prysznicem zmyłam balsam z nóg. Trochę pomogło, ale spora część produktu zdążyła się wchłonąć, a na moich nogach pojawiły się krosty, wysypka, jakby bąble przypominające poparzenie pokrzywą. Zobaczcie sami:



Dzięki temu, że jednak zmyłam balsam, bąble zniknęły po kilku godzinach, ale czerwone ślady utrzymywały się około dwóch dni. Balsam, który i tak był już na wykończeniu, z hukiem powędrował do śmietnika. Ta sytuacja mocno mnie wystraszyła, ponieważ aktualnie używam balsamu z Evree w wersji białej, mam od nich także olejek do ciała, olejek do twarzy (który uwielbiam i już niestety też się kończy), kremy do rąk, stóp, oliwki do skórek... W ostatnim roku przewaga mojej pielęgnacji to właśnie Evree. Nie wiem, co spowodowało u mnie taką reakcję, dajcie znać, czy Wam również przydarzyło się coś podobnego i w jaki sposób radzicie sobie z podrażnieniami? 
Do zobaczenia już niedługo (bo jeszcze w tym tygodniu!),
M.


środa, 1 czerwca 2016

Najlepsze lekkie podkłady i kremy koloryzujące na lato

Najlepsze lekkie podkłady i kremy koloryzujące na lato
Macie ten problem, że w czasie upałów Wasz ulubiony podkład średnio się sprawdza? Waży, spływa lub po prostu jest za ciężki? Dzisiaj mam dla Was kilka propozycji prosto z Rossmana, które świetnie sprawdzą się na ten letni czas. Będzie kilka podkładów, krem BB oraz CC. Zapraszam dalej! 
Najbardziej uniwersalny produkt, który według mnie sprawdza się o każdej porze roku to BOURJOIS- HEALTHY MIX. Ten podkład jest lekki, nie obciąża cery, krycie ma słabe w stronę średniego, jednak spokojnie można je budować i uzyskać praktycznie nieskazitelny efekt. Sprawdzi się u tych, którzy mają cerę suchą, jednak przy mojej tłustej również utrzymuje się cały dzień i nie ściera (oczywiście wcześniej jest przypudrowany).  Produkty healthy mix mają żółte podtony, sprawdzają się do opalonej skóry. Należy jednak pamiętać, żeby ten podkład przypudrować, niezależnie, czy macie suchą, czy tłustą cerę, ponieważ ma on lekko lepkie wykończenie. 

Kolejny podkład przeznaczony raczej dla posiadaczek cery suchej to RIMMEL- WAKE ME UP. Jeśli chodzi o te preferencje, nie jest to kwestia schodzenia z twarzy itp. Chodzi po prostu o to, że ten akurat podkład ma w sobie wyraźne drobinki, które w przypadku cery tłustej, błyszczącej się tak czy siak, nie są pożądane. Jak ja sobie z tym radzę? Zanim używam tego produktu, delikatnie nim potrząsam. I oczywiście rezygnuję z rozświetlacza. Musicie jednak uważać, ponieważ na zdjęciu widzicie najjaśniejszy podkład z całej gamy kolorystycznej, który jest  jednak dosyć ciemny. Osoby blade powinny się do niego delikatnie opalić, chociaż, jeśli nakładamy go palcami, kolor ładnie stapia się z kolorem cery. Sam w sobie podkład jest lekki, średnio kryjący i ładnie wygląda w słońcu.

 
Kolejna propozycja ode mnie to MAYBELLINE- AFFINIMAT. W ubiegłe wakacje pracowałam jako kelnerka i wierzcie mi, nie było łatwo biegać w upale między stolikami przez 12 godzin z nieskazitelnym makijażem. Wybrałam ten podkład, który był lekki, delikatnie zmatowił cerę i nie ścierał się z twarzy. Jeśli chodzi o krycie, jest ono raczej słabe lub przy dwóch warstwach- średnie. Ten produkt zdecydowanie odradzam osobom z cerą tłustą, ponieważ ma on w składzie alkohol, który dodatkowo może przesuszać. Sprawdzi się jednak dla tych z Was, które borykają się z niedoskonałościami.

Jeśli jednak w lecie chcecie zrezygnować z podkładów na rzecz kremów koloryzujących, mogę polecić Wam najlepszy krem CC, jaki kiedykolwiek miałam, czyli BOURJOIS- 1 2 3  PERFECT CC CREAM
który dzięki trzem pigmentom w składzie niweluje wszelkie niedoskonałości cery. Jest to najlepszy podkład (a w zasadzie krem) na lato- lekki, doskonale wyrównuje koloryt cery, ma żółte podtony, delikatnie rozświetla, wygląda naturalnie, nie wchodzi w zmarszczki mimiczne oraz nie podkreśla suchych skórek. Wiele kobiet stosuje go zamiast podkładu przez cały rok. Jedyny minus w tym przypadku to opakowanie, które przez ciekłą konsystencję kremu często się brudzi. 

 
Dwie ostatnie propozycje to kremy BB, które kosztują mniej niż 20zł. Pierwszy, to KREM BB Z UNDER20, który co prawda u mnie się nie sprawdza, ale moje koleżanki, które nie mają aż tak tłustej cery bardzo sobie go chwalą. Krem faktycznie lekko wyrównuje koloryt, jest leciutki, tani, nie zapycha. Niestety u mnie, ze względu na nadmiar wydzielanego sebum, szybko ściera się z twarzy.
Posiadaczkom mieszanej i tłustej cery zdecydowanie bardziej polecam GARNIER- BB CREAM MIRACLE SKIN PERFECTOR- lekki krem, który idealnie wyrównuje koloryt skóry, przy tym nie ściera się przez cały dzień, nawet podczas upałów. Ma lekką konsystencję, jest bardzo, baaardzo wydajny, chociaż przyznaję, że trzeba go delikatnie przypudrować. Jeśli nie chcecie wydawać pieniędzy na "wakacyjny podkład", zwróćcie uwagę na te dwa produkty :) 

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre z Was używają tych samych produktów do twarzy przez cały rok. Ta tendencja zwłaszcza przejawia się u użytkowniczek bardzo mocnych podkładów typu Revlon Colorstay. Pamiętajcie jednak, że w czasie upałów, cera wydziela więcej sebum, męczy się pod ciężkimi produktami oraz ma tendencje do zapychania.

Miałyście kiedyś któryś z zaproponowanych przeze mnie produktów? Co o nich myślicie? Może macie swoje propozycje? Koniecznie napiszcie, czy w upały zmieniacie nie tylko pielęgnację, ale i tendencje makijażowe oraz zostawcie linki do swoich blogów, które chętnie poczytam. Zapraszam Was również ma mojego blogowego instagrama, gdzie będziecie ze mną na bieżąco! Jak mijają Wam wakacje? Skompletowałyście już wyjazdową kosmetyczkę? Może polecicie mi jakieś produkty na wyjazd?
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia niedługo!
Buziaki,
M.
http://maginspires.blogspot.com
@maginspires

niedziela, 22 maja 2016

Dzień Matki- Inspiracje & Pomysły na prezent + Czego unikać

Dzień Matki- Inspiracje & Pomysły na prezent + Czego unikać
Nikomu chyba nie trzeba przypominać, że już za kilka dni- tj. 26 maja- nasze mamy obchodzą swoje święto. Jest to szczególny dzień, kiedy to szczególnie dziękujemy naszym mamom za cały trud, miłość oraz opiekę, którą włożyły w wychowanie nas.
Często, w ferworze dnia codziennego, zapominamy powiedzieć "kocham Cię", czy "dziękuję". 26 maja to wspaniała i jedyna taka okazja, żeby to nadrobić. Przy tak wspaniałej okazji, chcemy również obdarzyć mamę mniej lub bardziej drobnym upominkiem. Co roku jednak pojawia się pytanie, co możemy podarować, żeby prezent się nie powtórzył, był użyteczny i spodobał się naszej mamie. Oczywiście, najczęściej jakąś przeszkodą są koszta, ponieważ będąc uczniem, nie mając stałego dochodu, nasz budżet jest po prostu ograniczony. Dzisiaj przychodzę do Was z różnymi pomysłami oraz inspiracjami w jaki sposób podziękować mamie za to, że jest. Ponadto, podzielę te prezenty właśnie ze względu na ich wkład oraz cenę :) 

NAJWAŻNIEJSZY PREZENT, 

KTÓRY NIC NIE KOSZTUJE

  • ŻYCZENIA
     Czyli coś, czego zabraknąć nie może. Pamiętajcie, że w całym tym dniu najważniejsza jest pamięć i szczerość. Każdy prezent, który ofiarujemy nieszczerze, nie ucieszy. I oczywiście nie zapomnijcie powiedzieć 
     " KOCHAM CIĘ MAMO "

    UPOMINKI I PREZENTY DO 20ZŁ

    • KWIATY- cięte, mogą być  świeże z ogrodu lub jakiś doniczkowy, np. storczyk. Nie oszukujmy się- każda kobieta uwielbia dostawać kwiaty!
    • ULUBIONE SŁODKOŚCI- ale tylko i wyłącznie w przypadku, kiedy Wasza mama nie zastrzega sobie, że jest na diecie. Chociaż... myślę, że nawet jeśli, to ten jeden dzień może być odstępstwem od wszelkich ograniczeń :)
    • KINO- jeśli Wasza mama nigdy nie ma czasu dla siebie- kupienie jej biletu do kina jest świetną okazją, żeby ten czas wygospodarować. Oczywiście, w cenie 20zł dostaniemy tylko 1 bilet. Może warto dorzucić drugie tyle i zapewnić wam obu wspólny wypad?

    PREZENTY DO 50 ZŁ

    Jeśli masz rodzeństwo- złóżcie się po kilkanaście/  i kupicie jeden wspólny, droższy prezent :)

    • WSPÓLNY WYPAD DO KINA- o tym pisałam już wyżej. Jeśli jednak macie większy budżet, może warto kupić mamie dwa bilety, żeby mogła wybrać się z tatą lub z przyjaciółką?
    • ZABIEG U KOSMETYCZKI- oczywiście, za te pieniądze nie spodziewajmy się nie wiadomo jakich cudów. Ale podstawowa pielęgnacja paznokci, jakiś zabieg na twarz- dowiedzcie się, co oferuje salon kosmetyczny w Waszym pobliżu i umówcie mamę na wizytę.
    • MASAŻ- W małych salonach ceny za taką usługę zaczynają się od 40-50 złotych. Często fizjoterapeuci oferują domowe wizyty, gdzie masaż kosztuje jeszcze mniej. Warto dowiedzieć się. Wierzcie mi, że jest to na tyle uniwersalna forma relaksu, że nikt nią nie pogardzi.
    • VOUCHER U FRYZJERA/ W SPA/ U KOSMETYCZKI- mając 50zł nie wykupimy mamie pełnego pakietu w spa. Nie starczy nam na koloryzację w salonie fryzjerskim lub na bardziej skomplikowany zabieg u kosmetyczki. ALE zawsze kupując mamie voucher, mamy pewność, że dobierze ona usługę odpowiednią dla siebie i dopłaci brakujące koszta. Jeśli nie macie stałego dochodu, na pewno nie będzie to nietaktowne, a mama na pewno ucieszy się z takiego prezentu.
    • KARNET- na basen, na siłownię, do klubu fitness. Kup mamie karnet na kilka wejść, pójdzie, zobaczy, może spodoba jej się i zostanie tam na dłużej?
    • ŁADNA BLUZKA LUB ELEMENT UBIORU- jeśli wiecie, jakie rzeczy lubi nosić Wasza mama lub aktualnie jest coś, co bardzo jej się podoba, ale szkoda jej na to pieniędzy, to jest idealna okazja, żeby kupić jej tę rzecz :)
    • KOSMETYKI- Budżet mamy co prawda ograniczony, ale jeśli mamie kończy się krem lub szminka, dlaczego jej tego nie sprezentować? Oczywiście raczej wybierajcie te sprawdzone przez nią kosmetyki. Serdecznie polecam Wam również coś z asortymentu YVES ROCHER, gdzie za 50zł kupimy pięknie pachnące produkty do pielęgnacji ciała (starczy na balsam+ żel pod prysznic + coś jeszcze), dodatkowo, w sklepach stacjonarnych, od razu nasze zakupy zostaną zapakowane na prezent :)
     

    DROŻSZE UPOMINKI

    • WIZYTA W SPA- jeśli dysponujecie większym budżetem, warto zapisać mamę na wizytę w salonie piękności lub w SPA, na którą na codzień nie miałaby ona czasu lub pieniędzy. Wierzcie mi, że każdy taki zabieg lub masaż odpręży i zrelaksuje Waszą mamę.
    • MANICURE/ PEDICURE- dzień matki to bardzo dobra możliwość przekonania mamy do zrobienia sobie paznokci hybrydowych lub żelowych, do których na codzień nie ma przekonania. Cena takiej usługi zaczyna się od 70zł, wzwyż.
    • WYCIECZKA- weekend w górach? Może zarezerwujesz mamie (i tacie albo Tobie) hotel. A może zorganizujesz jednodniowy wypad za miasto? Ta opcja jest świetna, jednak przeznaczona raczej dla osób, które mają stały dochód. Zabierz swoją mamę w ciekawe miejsce :)
    •  ZESTAW KOSMETYKÓW- jest wiele zestawów upominkowych, które są gotowe, dobrane, zapakowane. Możesz także samodzielnie dobrać kosmetyki, może te ciut droższe, które pięknie wyglądają, są luksusowe, a Twoja mama zawsze chciała je mieć.
    •  PERFUMY- ten prezent umieściłam wśród upominków droższych. Oczywiście, można kupić "perfumy" za 10- 20zł. Sama bardzo lubię wody toaletowe Adidas, czy te perfumowane z oferty Avon. Jednak tradycyjne perfumy, te dostępne w Douglasach i Sephorach kosztują dużo więcej. Jeśli nie wiecie, jaki zapach wybrać, z pewnością konsultantki pomogą Wam dobrać ponadczasowe zapachy (np. Chanel- Mademoiselle)
    • BIŻUTERIA/ ZEGAREK- kobiety kochają błyskotki. Kolczyki, łańcuszki, bransoletki- nieważne. Jednak pamiętajcie, żeby wybrać raczej coś delikatnego, co sprawdzi się na każdą okazję, niekoniecznie tylko raz do roku. No, chyba, że Wasza mama preferuje świecidełka na codzień.
    • ELEMENT UBIORU- ubrania kosztują dokładnie tyle, ile możemy na nie wydać. Mając +50zł, możemy kupić chociażby element galanterii- skórzany portfel, ładną torebkę, sukienkę, koszulę i mogłabym tak wymieniać i wymieniać...

CZY WARTO OFIAROWAĆ BON DO SKLEPU?  Jak widzicie, w moich podpowiedziach nie znalazł się "bon" do sklepu. Szczerze, nie uważam, że jest to zły pomysł- o ile wiecie, gdzie ubiera się Wasza mama, jakie rzeczy jej odpowiadają lub ma jeden sklep, do którego zawsze wchodzi albo szkoda jej pieniędzy na kupienie jakiejś rzeczy, która bardzo jej się podoba- wtedy kupujemy bon do konkretnego sklepu i mama może dołożyć brakującą kwotę, która nie boli aż tak jej portfela. W innych przypadkach tę opcję zostawcie sobie jako "koło ratunkowe". Przyjęło się, że bon do sklepu, to prezent na tzw. "odwal się" dla tych, którym nie chce się pomyśleć i poszukać czegoś innego.
  •  

    PREZENTY, KTÓRE MOŻESZ WYKONAĆ SAMODZIELNIE

      • DOMOWE SPA LUB ZABIEG- oczywiście, jeśli potrafisz, zrób mamie super maseczki, masaż twarzy/ głowy, może masaż?
      • MANICURE, PEDICURE- zrób swojej mamie paznokcie, przygotuj dłonie i stopy do lata. Na pewno będzie Ci za to wdzięczna :) 
      • LEKCJA MAKIJAŻU?- często kobiety w średnim wieku narzekają, że jest tyle dostępnych kosmetyków, a one nie wiedzą, jak ich użyć. Pokaż mamie, jak nakładać podkład, róż, bronzer., rozświetlacz Powiedz, jaki pędzel do czego służy. Jak robić kreski, jakich cieni powinna używać, jak je blendować. Na pewno będzie Ci za to wdzięczna.
      • PRZYGOTUJ WASZ WSPÓLNY POSIŁEK- jeśli nie masz środków, żeby zaprosić mamę do restauracji, wstań godzinę wcześniej i przygotuj jej pyszne śniadanie. Może to być także obiad, deser, czy kolacja. A jeśli masz czas i chęci- wszystko po kolei :)
      • TEGO DNIA, TWOJA MAMA JEST KRÓLOWĄ- umów się z mamą, że w tym dniu Twoja mama nie ma wstępu do kuchni- nie gotuje, nie zmywa, nie robi sobie kawy ani herbaty. Dzisiaj jest królową, a Ty spełniasz wszystkie jej prośby i zachcianki.
      •  KOLAŻ Z WASZYMI WSPÓLNYMI ZDJĘCIAMI- jest to bardzo uniwersalny prezent, który sprawdzi się dla każdego, na każdą okazję. W nawet najprostszym programie graficznym zestaw ze sobą kilka/ kilkanaście/ kilkadziesiąt różnych zdjęć, na których jesteście. Może to być przekrój zdjęć z nawet ostatnich kilkunastu lat. Następnie wydrukuj kolaż w formacie A3 i dokup dużą antyramę. Taki prezent ucieszy każdego. Nie zapomnij tylko dopisać daty i życzeń albo na kolażu, albo z tyłu na antyramie :)
       
     Kochani, myślę, że spośród tak wielkiej puli, nawet  jeśli do tej pory nie mieliście żadnego pomysłu, teraz macie ich chociaż kilka. Ostatnią podpowiedzią, jaką mogę Wam dać, którą ja stosuję od zawsze, to po prostu zapytanie mamy, czy czegoś aktualnie potrzebuje lub czy chciałaby dostać coś konkretnego. Słuchajcie, każda mama wie, że zbliża się "ten dzień", więc spokojnie- nie zepsujecie sobie niespodzianki.

    Powoli kończąc, powiem Wam jeszcze, czego należy się wystrzegać wybierając prezent:
    • bibeloty, które będą tylko stać i się kurzyć,
    • bielizna wyszczuplająca,
    • kremy przeciwstarzeniowe i przeciwzmarszczkowe (chyba, że takie jest życzenie mamy),
    • podkłady i pudry (chyba, że znacie te sprawdzone w odpowiednim odcieniu),
    • ubrania w niewłaściwym rozmiarze.

    A jakie są Wasze patenty na upominek dla mamy? Jakie prezenty kompletnie odradzacie?  Koniecznie dajcie znać w komentarzach! 
    DO ZOBACZENIA W KOLEJNYM POŚCIE JUŻ NIEDŁUGO!
    M.

poniedziałek, 16 maja 2016

Buble kolorówka #2

Buble kolorówka #2
Hej! Robiąc porządki w kosmetykach postanowiłam pozbyć się tych, które kompletnie się u mnie nie sprawdziły. Zanim jednak dokonam tej "egzekucji" postanowiłam podzielić się z Wami- już drugi raz- tymi produktami, które kompletnie nie spełniają swojej roli. Chcecie zobaczyć co to takiego i dlaczego? Zapraszam do lektury :)

W7- Bronzer 'Honolulu'

Mój pierwszy bronzer, który zamówiłam już ponad rok temu. Teraz, mając porównanie do innych produktów już wiem, dlaczego tak nie lubiłam go używać. Honolulu ma odcień soczystej, pomarańczowej cegły, który kompletnie nie utrzymuje się na twarzy. Co więcej, bardzo łatwi zrobić nim plamy, ponieważ produkt sam w sobie jest naprawdę mocno napigmentowany. Myślę, że to 15zł można wydać na dużo lepszy produkt tego typu- chociażby na bronzery z Kobo. >>PRZEGLĄD BRONZERÓW- klik<<

MAYBELLINE- PODKŁAD AFFINITONE

Ponownie- jeden z pierwszych podkładów u mnie, który sprawdzał się rewelacyjnie przez około pierwszych 6 miesięcy. Po tym czasie zaczął ciemnieć, w związku z tym kupiłam drugą buteleczkę, tym razem wybierając jaśniejszy odcień. Pilnowałam, żeby nie miał kontaktu ze słońcem. Po kolejnych 6 miesiącach ta sama sytuacja- podkład zaczął utleniać się na twarzy na świńsko- różowy kolor. Nie wyglądało to korzystnie. Generalnie, podkład sam w sobie jest dosyć ciężki i kryjący, dość dobrze matuje, ale nie zapycha. Naprawdę go lubiłam. Ale ten kolor... Na pewno nie kupię go ponownie.

MAYBELLINE- PUDER AFFINITONE

W przypadku tego produktu, od momentu, kiedy użyłam go po raz pierwszy wiedziałam, że się nie polubimy. Możecie jednak sami zauważyć, jak bardzo chciałam go zużyć. Puder ma być lekki i matujący. W moim przypadku poza efektem pudrowej twarzy nie robił on kompletnie nic. Równie dobrze mogłabym posypać twarz mąką- wtedy też miałabym dodatkową widoczną na twarzy warstwę, która nic nie zmienia jeśli chodzi o trwałość makijażu. Ponadto konsystencja samego produktu jest na tyle toporna i zbita, że nabranie go na pędzel jest prawie niemożliwe. Ja próbowałam skrobać ten puder, ale nic to nie dało. Jednak nie ma to jak stary, dobry 'Stay Matte' z Rimmela.

RIMMEL- CIEŃ DO POWIEK

Nie muszę się nawet rozpisywać, wszystko (nie) widać, a raczej zdjęciu. Pojedynczy cień w pięknym kolorze taupe, jest tak twardy, że aż niewidoczny. Pigmentacja jest zerowa. Żeby zrobić to zdjęcie TRZYKROTNIE nakładałam go na palec i w efekcie... delikatnie 'ubrudził' mi dłoń.  Nie są to drogie cienie, ale ja wychodzę z założenia, że zawsze lepiej mieć te kilka złotych w kieszeni. 

RIMMEL- BALSAM POMADKA W KREDCE COLOR RUSH

Te oto kredki są reklamowane jako 'balsamy koloryzujące' do ust. Nie wiem, jak Wy, ale ja- słysząc słowo 'balsam' wyobrażam sobie, że to coś ma nawilżać. Z kolei kilka godzin noszenia tego produktu przesusza moje usta (które naturalnie nie mają problemu z nawilżeniem) na wiór. Ponadto, kolory- zwłaszcza ten najjaśniejszy- jak sami widzicie, delikatny nudziak- po jakiś 2 godzinach zastyga na ustach na... bordo. I to w dodatku nierównomierne, bo kolor bardzo nierównomiernie schodzi z ust.


I co Wy na to? Mieliście kiedyś któryś z tych produktów? Może u Was się sprawdził? A może trafiliście na coś innego, co kompletnie nie przypadło Wam do gustu? Koniecznie napiszcie mi, co się u Was nie sprawdziło, żeby ochronić nas wszystkich od niepotrzebnego wydawania pieniędzy!

Czekam na Wasze komentarze i zachęcam do zaobserwowania mojego bloga! Zostawcie też komentarze do siebie, chętnie odwiedzę Wasze strony :)
Do następnego!
M.

instagram.com/maginspires
Copyright © 2016 MagInspires Beauty Blog , Blogger